Yossa napisał(a):(notabene znanej przez wszystkich jak leci). W tym tekście, tak samo jak i w filmie, pojawi się dużo więcej elementów pirackiej kultury pisanych z dużej litery, a każdy głupszy od poprzedniego.
Urok pirackich piosenek. Zwykle jak coś jest zakazane, jest ogólnie znane. Mieli śpiewać pieśni o sierotce Marysi w lesie? Zastanów się.
Yossa napisał(a):Ta ultra trudna wyprawa mogłaby być trasą wycieczek niedzielnych, bo wprawdzie widać, że ktośtam wypada z pokładu, ale są to małe, komputerowe kukiełki których twarzy nawet nie poznamy.
Luk jest czymś symbolicznym i abstrakcyjnym. Tak jak wiele kwestii w piratach. Trzeba było cały film poświęcić na taki motyw? A to że statek spada w przepaść za krańcem świata to też chyba "nic wielkiego". Cała scena fizycznie może i kupy się nie trzyma, bo nie ma prawa bytu w prawdziwym świecie. Tylko co z tego - to kino i to piraci. Jak oglądam choćby SW wspomniane przez ciebie to nie zastanawiam się "ale to bezsensu, kukiełki giną w ogniu laserów i batalii w kosmosie, przecież to chore" tylko cieszę się kinem, bardzo dobrym kinem.
Yossa napisał(a):Na miejscy okazuje się, że Jack przerobił Czarną Perłę na pojazd gąsienicowy (a raczej krabowy). Skąd się ona tam wzięła?
To oglądnij film i zastanów się jeszcze raz, co i jak.
Yossa napisał(a):Taki mieli zamysł twórcy scenariusza, uzasadniając to w sposób "bo tak".
A od czego są scenarzyści? od wymyślania. Jak ktoś książkę pisze, to musi pisać pod czyjeś dyktando, żeby się nikomu nie narażać? Wszystko co jest twórcze, czy to książka czy scenariusz filmu w 99% stworzone jest w sposób względnie przypadkowy, "bo tak" akurat się scenarzyście wymyśliło. Dopóki trzyma się to kupy i jest w pewnym stopniu logiczne, to jest ok.
Yossa napisał(a):Uratowanie Jacka z tego, co jest o wiele gorsze od normalnej śmierci, to bułka z masłem, ale nie mogą uratować gubernatora, zwykłego zmarłego, bo... mają komplet? Znowu tłumaczenie "bo tak".
Problem w tym że gubernator nie bardzo chciał wracać, ale może tego nie zauważyłeś. A ludzi z Perły nie bardzo chcieli zostawiać w Luku Swann. No ale cóż, skoro tam byli przecież, to mogli wszystkich zmarłych zacząć ratować. Statek taki jak Perła może mieć sporą nośność, przecieżby pomieścił jeszcze za dwie setki ludzi...
Yossa napisał(a):(przez litość nie skomentuję jej wyglądu)
Znowu się nie zgodzę, jeden z fajniejszych motywów, szkoda właśnie, że nie wykorzystany kompletnie.
Yossa napisał(a):Widzimy kupę cudaków, których obecność w filmie jest minimalnie dłuższa niż w trailerze. Ot, są tylko pokazani po to, aby można było ich obejrzeć i sprzedać potem naklejki, figurki, plakaty oraz nakręcić serial Kroniki Pirackich Lordów.
Tutaj chylę głowę i się zgodzę. Za krótko i po co, niestety lekka ściema.
Yossa napisał(a):Dowiadujemy się, że Tajne Pirackie Monety nie są Tajnymi Pirackimi Monetami, a Tajnymi Pirackimi Śmieciami ("nazwali to dziewięć rzeczy które akurat mieli pod ręką". Ha. Ha. Ha. Boki zrywać.)
Ja tam się uśmiechnąłem przy tym motywie, jak widać mam większe poczucie humoru.
Yossa napisał(a):Dowiadujemy się, jak wygląda Tajny Piracki Kodeks, który jest czytany przez Tajnego Strażnika Pirackiego Kodeksu. Po co została wprowadzona ta postać, tego nie wiem. Może aby umożliwić powstanie Kronik Strażnika Pirackiego Kodeksu? Dowiadujemy się, że istnieje coś takiego jak Tajny Piracki Król (prawda, że każdy kolejny element tego rodzaju jest głupszy od poprzedniego?)
Podobnie jak przy Trybunale, Teaque i kodeks oraz król to trzy rzeczy które kompletnie nie były pirackie i zniszczyły klimat. Największy żal jest do kapitana Teaque, który mógłby być niezłą postacią, gdyby go rozwinąć.
Yossa napisał(a):Zapomniałbym o "wielkiej bitwie", czyli spotkaniu flot. Tak jakoś wyszło, że w walce brały udział dwa statki, a na pozostałych okrętach przypłynęli kibice, którzy objadali się popkornem oglądając potyczkę. Całość wyglądała tak, jakby scenarzyści zapisali w tym momencie tylko ""teraz jest ten moment, kiedy wszyscy się biją", po czym ktoś dopisał długopisem "w gigantycznym wirze na środku morza". I tak zrobili.
Kolejny żal. Film zgoła epicki, a gdy mieli możliwość, nie targnęli się na ogromną batalię morską między dwoma flotami. Szkoda.
Yossa napisał(a):Następuje również scena, w której Barbossa w dramatycznych okolicznościach udziela ślubu Willowi i Elizabeth (scena przebija komicznością dialog Trinity i Neo z Matriksa 3).
Oj, taki tekst świadczy jedynie o braku poczucia humoru. A w tym filmie było aż nazbyt scen humorystycznych. Scena była zrobiona z mistrzowskim polotem, wyważona. Tak abstrakcyjna. Ktoś pisał że jedna z najlepszych w At World's End. Zgodzę się, ale ograniczając tylko do udziału Barbossy, a nie Swann i Turnera. Kolejny raz podkreśla to też kreację Barbossy jako jedną z najlepszych w filmie, znacznie lepszą według mnie niż Sparrowa.
Yossa napisał(a):Nie było rozkazu ataku, więc damy się wystrzelać jak kaczki. Niestety niektórzy wykazują się niesubordynacją opuszczając statek bez rozkazu dowódcy
I tu się zgodzę... Niestety w takiej sytuacji na pokłądzie statku zawsze jest choć jeden oficer który ma na tyle oleju w głowie by krzyknąć "ognia" albo coś w tym guście. no ale trzeba było zatopić jakoś Endeavoura. Inna sprawa, że sam Endeavour miał znacznie za dużo baterii na burtach, jak na mój gust Wedle oficjalnych danych 100, i pewnie jeszcze kalibru ~60. Nawet jak na liniowiec i jednoczęsnie flagowiec floty, żaden okręt w historii nie posiadał tyle dział tego kalibru (były takie co i 120 posiadały, ale w tym tylko 70 ciężkich, i tylko 34 działa 80ki. Reszta 30tki i mniejsze...).
Yossa napisał(a):Tak więc wiemy już, że Piraci to dylogia, przynajmniej do czasu pokazania się części czwartej, która może coś zmieni w tej kwestii. Na końcu świata stoi daaaleko za Skrzynią, nie wspominając o Perle.
Tutaj się zgodzę, gorsza wyraźnie od poprzednich części, ale jednocześnie bardzo dobre kino.
Mam oczywiście nadzieję, że 4 części już nie będzie. Niech sobie kręcą kreskówkę wykorzystując furtki jakie widzimy na końcu filmu, podobnie jak przy SW, ale niech nie zabierają się za film pełnometrażowy...
A gdy się czepiasz co do logiki w piratach, to masz rację. Jest sporo nielogicznych scen, ale nie tego się po piratach oczekuje. Tysiące i więcej ludzi kapuje tę kwestię i cieszy się fajną historią, klimatem piratów, morza, okrętów idąc do kin, wychodzi w miarę zadowolona lub zachwycona, ale ty jeden nie, bo dla ciebie konieczny jest śmiertelnie logiczny, przyczynowo skutkowy ciąg zdarzeń. Nic w At World's End nie raziło do tego stopnia (może poza Kalipso wielkoludem), by zniszczyć radość z seansu.
A skoro takie kino Ci nie pasuje (przytoczę może scenę z LotR Powrót Króla, końcówka. Ostatnia grupka bohaterów stoi przed bramami Mordoru, ma przed sobą z milion orków. Ginie Sauron, i co? Milion orków w odwecie, zła za zabicie władcy (może nawet nie milion, ale choćby 10.000) nie rzuci się na garstkę ludzi, bezsilnych w zasadzie. Ale co tam. Nie dość że się nie rzuci, to jeszcze otworzy się pod nimi ogromna przepaść i pochłonie cały milion orków. No cóż, "bo tak"...), to lepiej nie chodź na fantastykę, bo będziesz miał dużo do mówienia, i to zupełne niepotrzebnie.
Mógłbym sobie oglądać opery mydlane i łzawe komedie, a potem psioczyć jak to źle aktorzy grają, jakie to pły tkie i bezsensowne, jakie tam konwenanse i mezalianse odpierniczają ludzie, ale ponieważ nie lubię teog typu rzeczy, zwyczajnie je omijam. I tobie też radzę tak robić z fantastyką, bo do niej należą piraci.
Si vis pacem, para bellum.
27-05-2007, 18:58






