i ta radość na twarzy Larsa - bezcenne :)
a tymczasem w ramach filmograficznych jazd:
Le dernier combat - pierwszy i jeden z najlepszych filmów Bessona. Minimalizm pięknie przekłada się na fantastyczną historię. Choć z ekranu nie pada ani jedno słowo (tylko parę prób jego wyartykułowania), to seans ogląda się wręcz hipnotycznie. Genialne kino - minimum formy, maksimum treści. 9/10
Subway - drugi i chyba najgorszy film Bessona (pomijam Minimki czy jak to się zwie i Angel-A bom nie widział wciąż). Klimacik toto ma, jest charyzmatyczny Lambert z błyskiem w oku i po prostu przepiękna Adjani; jest cała gama fajnych bohaterów drugiego planu i sporo świetnych scen; muzyka Serry także nie zawodzi i jest na czym oko zawiesić. Ale całość jakby bez pomysłu, wymuszona, nie do końca się lepi i chwilami niepotrzebnie udziwniono prostą intrygę. A finał to wręcz prawdziwe kuriozum. 6/10
Nikita - n-ty seans tylko utwierdza mnie w przekonaniu jak kapitalny to film. Jasne, jest parę luk czy idiotyzmów w scripcie, do paru scen można się porządnie przyczepić, ale generalnie takiego Bessona kocham (fajne narodziny Leona - czy też, co można sobie spokojnie dośpiewać jego brata :) ). No i ta Parillaud... :cool: 9/10
Atlantis - wstęp z narratorem bardzo irytujący, bo zamiast dawkować napięcie facet chrzani durnoty i wydłuża tylko początek. Ale reszta - fenomenalna uczta dla oczu i uszu i jeden z piękniejszych filmów o podmorskim życiu, jakie widziałem. Geniealny mariaż podwodnych zdjęć z muzyką Serry. 9/10
Joan of Arc - pierwszego seansu nie wspominam zbyt dobrze, bo pamiętam, że film niespecjalnie mi się podobał. Ale powrót doń po dekadzie od premiery przyniósł jedynie satysfakcję. Świetny fresk historyczny, który naprawdę niewiele ustępuje wielkim tego gatunku z Braveheart na czele. Obsada jest absolutnie bezbłędna, a Milla jako Joana dosłownie poraża. Świetne sceny potyczek i "cudów", kapitalne napięcie przez bite dwie i pół godziny, cudowne zdjęcia i odpowiednia muzyka Serry (która jakoś na płycie nigdy mnie nie porywała - w filmie za to spisuje się cudnie). Kilka scen to czysty geniusz, a cała reszta to po prostu świetne widowisko historyczne z odpowiednią oprawą i rozdęciem. Może słowo epickie jest nieco na wyrost, bo pół filmu skupia się na osobie Joany i jej "posłannictwie", ale niewątpliwie duży to film. No i chyba największa porażka Bessona w oczach widzów - niesłusznie, oj bardzo niesłusznie. 8/10
a tymczasem w ramach filmograficznych jazd:
Le dernier combat - pierwszy i jeden z najlepszych filmów Bessona. Minimalizm pięknie przekłada się na fantastyczną historię. Choć z ekranu nie pada ani jedno słowo (tylko parę prób jego wyartykułowania), to seans ogląda się wręcz hipnotycznie. Genialne kino - minimum formy, maksimum treści. 9/10
Subway - drugi i chyba najgorszy film Bessona (pomijam Minimki czy jak to się zwie i Angel-A bom nie widział wciąż). Klimacik toto ma, jest charyzmatyczny Lambert z błyskiem w oku i po prostu przepiękna Adjani; jest cała gama fajnych bohaterów drugiego planu i sporo świetnych scen; muzyka Serry także nie zawodzi i jest na czym oko zawiesić. Ale całość jakby bez pomysłu, wymuszona, nie do końca się lepi i chwilami niepotrzebnie udziwniono prostą intrygę. A finał to wręcz prawdziwe kuriozum. 6/10
Nikita - n-ty seans tylko utwierdza mnie w przekonaniu jak kapitalny to film. Jasne, jest parę luk czy idiotyzmów w scripcie, do paru scen można się porządnie przyczepić, ale generalnie takiego Bessona kocham (fajne narodziny Leona - czy też, co można sobie spokojnie dośpiewać jego brata :) ). No i ta Parillaud... :cool: 9/10
Atlantis - wstęp z narratorem bardzo irytujący, bo zamiast dawkować napięcie facet chrzani durnoty i wydłuża tylko początek. Ale reszta - fenomenalna uczta dla oczu i uszu i jeden z piękniejszych filmów o podmorskim życiu, jakie widziałem. Geniealny mariaż podwodnych zdjęć z muzyką Serry. 9/10
Joan of Arc - pierwszego seansu nie wspominam zbyt dobrze, bo pamiętam, że film niespecjalnie mi się podobał. Ale powrót doń po dekadzie od premiery przyniósł jedynie satysfakcję. Świetny fresk historyczny, który naprawdę niewiele ustępuje wielkim tego gatunku z Braveheart na czele. Obsada jest absolutnie bezbłędna, a Milla jako Joana dosłownie poraża. Świetne sceny potyczek i "cudów", kapitalne napięcie przez bite dwie i pół godziny, cudowne zdjęcia i odpowiednia muzyka Serry (która jakoś na płycie nigdy mnie nie porywała - w filmie za to spisuje się cudnie). Kilka scen to czysty geniusz, a cała reszta to po prostu świetne widowisko historyczne z odpowiednią oprawą i rozdęciem. Może słowo epickie jest nieco na wyrost, bo pół filmu skupia się na osobie Joany i jej "posłannictwie", ale niewątpliwie duży to film. No i chyba największa porażka Bessona w oczach widzów - niesłusznie, oj bardzo niesłusznie. 8/10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
02-01-2010, 02:49





