Tragiczne, tragiczne rozdanie. Już nawet zeszły, zakrapiany bollywoodem rok był lepszy. O ile do pewnego momentu mogłem powiedzieć, że było nawet ok, to ostatnie trzy kategorie â żenada. Pierwszy ogień â nie wyborne (500) Days of Summer, ale takie se Kac Vegas. Potem reżyserzy â Cameron. No za co? Nie chodzi mi o to, że nie zasłużył na uznanie, ale ludzie no. Tarantino za swój najlepszy film w karierze - nie, okrzyczana faworytka Bigelow - nie, ale Cameron za Avatara (zaznaczam â bardzo fajny film i w ogóle, ale nikt mi nie powie, że lepsze to od Bękartów wojny) â tak.
No i ostatnia kategoria â największe nieporozumienie. Owszem, na przekór wszystkim poszły Globy też dwa lata temu nagradzając Pokutę, ale ta ekranizacja genialnej książki McEwana na to wyróżnienie po prostu zasługiwała, chociaż gorsza była od niezwykle mocnej konkurencji. A tu... no nieporozumienie. I szkoda Tarantino oraz jego Bękartów.
Ogólnie najbardziej cieszę się z nagrody dla Waltza (na plus też dobra przemowa) i Downeya Jr. (najlepsza przemowa wieczoru). Jestem po seansie Sherlocka Holmesa i powiem tyle â rola totalna. Już nawet wątpię, że Day-Lewis jest lepszy w Nine, ale to ocenię, jak zobaczę nowe dzieło Marshalla.
Muzyka â cudownie, że wygrał Odlot (tylko dobry, no ale był to najsłabszy rok dla muzyki filmowej od sam nie wiem kiedy), a nie Avatar. Co prawda nominowanej pracy naszego rodaka nie słyszałem, ale to się nadrobi ;)
Lubiłem kiedyś Globy bardziej niż Oscary. Ale teraz... to już się tylko zastanawiam, co gorsze. I mam nadzieję, że Oscary nie upadły tak nisko i Avatar nie wygra w najważniejszych kategoriach. Pod tym względem â naprawdę wierzę w Akademię.
PS Tak na marginesie, to chciałbym zauważyć, że w ciągu ostatnich lat na najmocniejszą kategorię w nagrodach wyrasta ânajlepszy aktor drugoplanowyâ:
2007 â Javier Bardem
2008 â Heath Ledger
2009 â Christoph Waltz
Trzy triumfalne marsze przez festiwale. I co najważniejsze â w pełni zasłużone (chociaż ja bym jednak nagrodził Affleca za âZabójstwo...â dwa lata temu).
No i ostatnia kategoria â największe nieporozumienie. Owszem, na przekór wszystkim poszły Globy też dwa lata temu nagradzając Pokutę, ale ta ekranizacja genialnej książki McEwana na to wyróżnienie po prostu zasługiwała, chociaż gorsza była od niezwykle mocnej konkurencji. A tu... no nieporozumienie. I szkoda Tarantino oraz jego Bękartów.
Ogólnie najbardziej cieszę się z nagrody dla Waltza (na plus też dobra przemowa) i Downeya Jr. (najlepsza przemowa wieczoru). Jestem po seansie Sherlocka Holmesa i powiem tyle â rola totalna. Już nawet wątpię, że Day-Lewis jest lepszy w Nine, ale to ocenię, jak zobaczę nowe dzieło Marshalla.
Muzyka â cudownie, że wygrał Odlot (tylko dobry, no ale był to najsłabszy rok dla muzyki filmowej od sam nie wiem kiedy), a nie Avatar. Co prawda nominowanej pracy naszego rodaka nie słyszałem, ale to się nadrobi ;)
Lubiłem kiedyś Globy bardziej niż Oscary. Ale teraz... to już się tylko zastanawiam, co gorsze. I mam nadzieję, że Oscary nie upadły tak nisko i Avatar nie wygra w najważniejszych kategoriach. Pod tym względem â naprawdę wierzę w Akademię.
PS Tak na marginesie, to chciałbym zauważyć, że w ciągu ostatnich lat na najmocniejszą kategorię w nagrodach wyrasta ânajlepszy aktor drugoplanowyâ:
2007 â Javier Bardem
2008 â Heath Ledger
2009 â Christoph Waltz
Trzy triumfalne marsze przez festiwale. I co najważniejsze â w pełni zasłużone (chociaż ja bym jednak nagrodził Affleca za âZabójstwo...â dwa lata temu).
20-01-2010, 21:31





