Bioshock - W końcu dorwałem w swoje ręce. Co za niesamowita gra, ech. Soczysta, brudna, mroczna i z zabójczym klimatem. Dawno nie grałem w żadną produkcję, w której art departament odwalił kawał tak dobrej roboty - o wnętrzu Rapture po prostu nie można zapomnieć i wrzyna ono Ci się w Twoją psychikę jak gwóźdź. Nie potrafię nazwać żadnej gry od ostatnich kilku lat, której sam wystrój wzbudzałby takie emocje. Gameplayowo jest bardzo dobrze - jak na strzelankę gra jest długa, a motyw z plazmidami i różnymi rodzajami amunicji zapewnia jej elastyczność, różnorodność i możliwość stałego zaskakiwania czymś nowym. Motywy z hakowaniem działek i kamer również wzbogacają rozgrywkę. Choć tu niestety już pojawiają się wady gry - mogłoby być więcej rodzajów przeciwników (przez całą grę walczy się praktycznie z jednym rodzajem wrogów), no i te jebane minigierki z hakowaniem... ja pierdolę, chyba nie będzie przesadą jeśli powiem, że 1/3 tej gry spędziłem na układaniu cholernych rurek od punktu A do punktu B. Pod koniec gry już naprawdę tym rzygałem - jest to zdecydowanie punkt do poprawienia w drugiej części. Hakowanie jest spoko, ale nie w takich ilościach... No i największa wada gry - odradzanie się w tych vita chambers, podczas gdy przeciwnicy zostawali z taką samą ilością życia jaką się im zabrało przy pierwszym podejściu. Kompletne nieporozumienie i pójście na łatwiznę, na rękę casualom, ech...
Ach, no i fabuła. Chyba nie będzie zaskoczeniem, gdy powiem, że jest zajebista, świetna, duszna, dojrzała, mroczna i naprawdę zaskakująca. Tylko jedno zastrzeżenie - nie do końca odpowiadało mi przedstawianie jej przy pomocy znalezionych nagrań audio... ta metoda jakoś tak odbierała mi wiele z doświadczania tej historii. Brak przerywników filmowych robi tu swoje, widać, że pan Ken Levine (główny projektant, ważna szycha w świecie gier) inspirował się Half-Life'ami (co on sam przyznaje, jak również to, że nie znosi i nie uznaje czegoś takiego jak cutscenki, uważa, że sam ich pomysł jest poroniony i jest zwolennikiem o wiele subtelniejszego ukazywania fabuły graczom), choć nie wyszło mu to tak dobrze jak tam. Głównie dlatego, że w HLach jest interakcja z innymi postaciami, czego w Bioshocku praktycznie nie ma. Tym niemniej oddam mu, że dawanie graczowi subtelnych wskazówek w nagraniach, w reklamach puszczanych w Rapturowych głośnikach, na plakatach porozwieszanych tu i ówdzie - to strzał w dziesiątkę. Ale po prostu wolałbym czasem zobaczyć te postacie, których przez cały czas słucham w dziennikach. Przy premierze tej gry głośno też było o pomyśle Little Sisters i o moralnych wyborach jakie idą w związku z ich ratowaniem/wykorzystaniem (jakkolwiek to brzmi...), jednak mnie ten wątek jakoś specjalnie nie poruszył. Może dlatego, że wiedziałem już o nim wcześniej, a może dlatego, że grałem już w wiele innych gier wymagających moralnych wyborów - w porównaniu z niektórymi z nich dylemat Little Sisters zdał mi się jednak zbyt uproszczony.
Jednak pomimo tych wad, gra wciąga, nie pozwala o sobie zapomnieć, a klimat i wystrój ma wprost nie z tej Ziemi. 9/10. Czekam na dwójkę :)
Mass Effect 2. Gram teraz, choć chyba jeszcze nawet połowy nie przeszedłem. Na początku byłem skłonny dać 10/10, ale wyjątkowo wkurwiają mnie minigierki z wydobywaniem surowców. No ja pierdolę - w pierwszej części były takie same questy poboczne, a w drugiej jest takie samo wydobywanie... kiedy oni się wreszcie nauczą, że robienie tego samego przez całą grę zwyczajnie nu-dzi...
Ach, no i fabuła. Chyba nie będzie zaskoczeniem, gdy powiem, że jest zajebista, świetna, duszna, dojrzała, mroczna i naprawdę zaskakująca. Tylko jedno zastrzeżenie - nie do końca odpowiadało mi przedstawianie jej przy pomocy znalezionych nagrań audio... ta metoda jakoś tak odbierała mi wiele z doświadczania tej historii. Brak przerywników filmowych robi tu swoje, widać, że pan Ken Levine (główny projektant, ważna szycha w świecie gier) inspirował się Half-Life'ami (co on sam przyznaje, jak również to, że nie znosi i nie uznaje czegoś takiego jak cutscenki, uważa, że sam ich pomysł jest poroniony i jest zwolennikiem o wiele subtelniejszego ukazywania fabuły graczom), choć nie wyszło mu to tak dobrze jak tam. Głównie dlatego, że w HLach jest interakcja z innymi postaciami, czego w Bioshocku praktycznie nie ma. Tym niemniej oddam mu, że dawanie graczowi subtelnych wskazówek w nagraniach, w reklamach puszczanych w Rapturowych głośnikach, na plakatach porozwieszanych tu i ówdzie - to strzał w dziesiątkę. Ale po prostu wolałbym czasem zobaczyć te postacie, których przez cały czas słucham w dziennikach. Przy premierze tej gry głośno też było o pomyśle Little Sisters i o moralnych wyborach jakie idą w związku z ich ratowaniem/wykorzystaniem (jakkolwiek to brzmi...), jednak mnie ten wątek jakoś specjalnie nie poruszył. Może dlatego, że wiedziałem już o nim wcześniej, a może dlatego, że grałem już w wiele innych gier wymagających moralnych wyborów - w porównaniu z niektórymi z nich dylemat Little Sisters zdał mi się jednak zbyt uproszczony.
Jednak pomimo tych wad, gra wciąga, nie pozwala o sobie zapomnieć, a klimat i wystrój ma wprost nie z tej Ziemi. 9/10. Czekam na dwójkę :)
Mass Effect 2. Gram teraz, choć chyba jeszcze nawet połowy nie przeszedłem. Na początku byłem skłonny dać 10/10, ale wyjątkowo wkurwiają mnie minigierki z wydobywaniem surowców. No ja pierdolę - w pierwszej części były takie same questy poboczne, a w drugiej jest takie samo wydobywanie... kiedy oni się wreszcie nauczą, że robienie tego samego przez całą grę zwyczajnie nu-dzi...
06-02-2010, 19:36





