Porywacz ciał (The Body Snatcher, 1945), reż. Robert Wise
Klasyczny film grozy na podstawie noweli Roberta Louisa Stevensona. Edynburg w XIX wieku. Pewien ambitny lekarz w celach naukowych potrzebuje ciał ludzi niedawno zmarłych. Opłaca więc człowieka, który wykrada dla niego ciała z cmentarza. Makabryczna fabuła, ciekawi bohaterowie, znakomity Boris Karloff z demonicznym uśmiechem, zaskakujące zwroty akcji w końcówce, świetny klimat i urok starego niskobudżetowego kina. Zaskakujące jest to, że Bela Lugosi wpisany na drugim miejscu w czołówce zagrał niedużą rolę. Film dobry, ale nie aż tak, jak utrzymany w podobnym klimacie Ludzie-koty (Cat People, 1942) Jacquesa Tourneura, który jednak został lepiej zrealizowany.
Stworzył nas jazz (My iz dżaza, 1983), reż. Karen Szachnazarow
Radziecka komedia muzyczna rozgrywająca się w latach 20. XIX wieku i z muzyką tamtego okresu. Niezły humor, dobre dialogi, świetna muzyka i piosenki. Film o tym, że należy realizować swoje marzenia mimo przeciwności, mimo niepochlebnych ocen. Prawdziwy jazz to improwizacja, a nie granie z nut. Jazz staje się dla bohaterów czymś więcej niż sposobem zarabiania na życie, poprzez muzykę stają się nierozłączni i nawet kobieta nie jest w stanie ich rozdzielić. Lekki, żywiołowy i optymistyczny film, który poprawia humor. Wspomnę chociażby o scenie, w której jeden z bohaterów mówi: âCo to jest ta improwizacja? Kto to wymyślił? Pewnie Niemcy - oni zawsze coś wymyślą i potem trzeba się tego uczyćâ.
Klasyczny film grozy na podstawie noweli Roberta Louisa Stevensona. Edynburg w XIX wieku. Pewien ambitny lekarz w celach naukowych potrzebuje ciał ludzi niedawno zmarłych. Opłaca więc człowieka, który wykrada dla niego ciała z cmentarza. Makabryczna fabuła, ciekawi bohaterowie, znakomity Boris Karloff z demonicznym uśmiechem, zaskakujące zwroty akcji w końcówce, świetny klimat i urok starego niskobudżetowego kina. Zaskakujące jest to, że Bela Lugosi wpisany na drugim miejscu w czołówce zagrał niedużą rolę. Film dobry, ale nie aż tak, jak utrzymany w podobnym klimacie Ludzie-koty (Cat People, 1942) Jacquesa Tourneura, który jednak został lepiej zrealizowany.
Stworzył nas jazz (My iz dżaza, 1983), reż. Karen Szachnazarow
Radziecka komedia muzyczna rozgrywająca się w latach 20. XIX wieku i z muzyką tamtego okresu. Niezły humor, dobre dialogi, świetna muzyka i piosenki. Film o tym, że należy realizować swoje marzenia mimo przeciwności, mimo niepochlebnych ocen. Prawdziwy jazz to improwizacja, a nie granie z nut. Jazz staje się dla bohaterów czymś więcej niż sposobem zarabiania na życie, poprzez muzykę stają się nierozłączni i nawet kobieta nie jest w stanie ich rozdzielić. Lekki, żywiołowy i optymistyczny film, który poprawia humor. Wspomnę chociażby o scenie, w której jeden z bohaterów mówi: âCo to jest ta improwizacja? Kto to wymyślił? Pewnie Niemcy - oni zawsze coś wymyślą i potem trzeba się tego uczyćâ.
13-02-2010, 13:03





