Mierzwiak napisał(a):dla mnie w ramach tej konwencji logiczny i spójny.
Dla mnie nie jest. Tyle na ten temat.
Cytat:Jak widać mają skoro zrozumienie kto aktualnie z kim i dlaczego stanowiło dla ciebie taką trudność.
I nie porównuj kolejnych sojuszów w Piratach z lawiną biblijnych imion, pseudofilozofii i fabularnej ubogości sequeli Matriksa.
Faktycznie, przesadziłem. Bełkotu z Matriksów nic nie przebije. ;)
Nie stanowiło to problemów, bo każdy spisek był wykładany na tyle łopatologicznie, że jego przyswojenie nie było szczególnie wymagające intelektualnie. Było jedynie niesamowicie męczące i jak dla mnie niepotrzebnie przedłużało film kompletnie nic do niego nie wnosząc, jednak przybliżając do niebezpiecznie do "spisków" znanych z brazylijskich seriali liczonych w setkach odcinków. Połowa z tych dywagacji mogłaby być wycięta nie zmieniając w żadnym stopniu końcówki.
Cytat:TEGO NIE ZROBIŁ JACK. Jak już mówiłem, najwyraźniej przysypiałeś.
Jak już mówiłem użyłem ironii. Zresztą na tym etapie miałem jeszcze uśmiech od ucha do ucha i wpatrywałem się w ekran jak zaczarowany.
Dodam jeszcze parę słów odnośnie gry aktorskiej.
Pan Rush pokazał klasę. Naprawdę, to był jego film.
Depp wydawał się zmęczony rolą i pokazywał to samo co wcześniej, tyle, że bardziej, co niekoniecznie dobrze robiło kreacji. Nie oznacza to, że zagrał źle, ale po nim oczekiwałem naprawdę wiele, bo uważam go za geniusza w swoim fachu.
Bloom to Bloom, komentować nie trzeba.
A na koniec będzie pani Knightley. Mam szczerą nadzieję, że już nigdy, ale to nigdy nie zobaczę jej na ekranie. Przez cały czas trwania filmu prezentowała dwie miny:
a) Jaka to nie jestem twarda
b) Will kocham Cię!
Na boga (dowolnego)! To już Arni w Termiatorach był bardziej ekspresyjny.
27-05-2007, 15:42






