Zmierzch: Głupiutki to film. Daruję już fakt, że taki z Pattisona boski amant, jak ze mnie astronauta. I że z krwiożerczych wampirów zrobiono emo nastolatków. Ale przejdźmy do samego filmu:
Największym jego błędem jest to, że jest to film o niczym. Przez pierwsze pół godziny Bella szuka odpowiedzi na pytanie, kim jest Edward. Po jaką cholerę reżyserka poświęca temu tyle czasu, skoro każdy widz znał odpowiedź jeszcze przed seansem? Potem jest byle jaka akcja z innymi wampirami. Nikt nie wysilił się, żeby wymyślić coś ciekawszego. Pani reżyser wątpi chyba w urodę Pattisona, bo nie dość, że co chwilę robi mu zbliżenia, to jeszcze głos z offu, albo któraś z postaci co chwila powtarza, jaki to on jest boski.
Jak na film o wampirach, strasznie mało w nim krwi. Właściwie posoka nie leje się ani razu.
Przy najbliższej imprezie zaopatrzę się w kratę browarów i wezmę na klatę New Moon :P
3/10
Największym jego błędem jest to, że jest to film o niczym. Przez pierwsze pół godziny Bella szuka odpowiedzi na pytanie, kim jest Edward. Po jaką cholerę reżyserka poświęca temu tyle czasu, skoro każdy widz znał odpowiedź jeszcze przed seansem? Potem jest byle jaka akcja z innymi wampirami. Nikt nie wysilił się, żeby wymyślić coś ciekawszego. Pani reżyser wątpi chyba w urodę Pattisona, bo nie dość, że co chwilę robi mu zbliżenia, to jeszcze głos z offu, albo któraś z postaci co chwila powtarza, jaki to on jest boski.
Jak na film o wampirach, strasznie mało w nim krwi. Właściwie posoka nie leje się ani razu.
Przy najbliższej imprezie zaopatrzę się w kratę browarów i wezmę na klatę New Moon :P
3/10
07-04-2010, 23:38





