Mental napisał(a):Barnaby napisał(a):Hoot nawet sam sobie zadaje pytania i na nie odpowiada.
alez odpowiada! lepiej nie mogl odpowiedzieć. i bardzo dobrze, że Eversman sie nie wtrącal, tylko słuchał.
Hoot (...) na nie odpowiada = Hoot (...) na te pytania odpowiada.
To, że inny jest wydźwięk dialogu niż monologu nie muszę chyba tłumaczyć. Gdyby Eversman zadałby te dwa kluczowe pytania Hootowi mogłoby to zwiększyć wydźwięk jego zagubienia całą sytuacją i podkreślić pewien stoicyzm Hoota. Sierżant Delty to w gruncie rzeczy prosty facet z potężnym bagażem doświadczeń. Zadajesz pytanie, to odpowiada. Mogła tu się nawiązać jakaś więź między tymi postaciami. Z drugiej strony, morał nie jest dla Eversmana, z którym widz się nigdy nie utożsamiał podczas bitwy czy przygotowań, tylko dla widza. Można zatem mówić o pewnej konsekwencji w sposobie opowiadania, niemniej wydaje mi się, że akurat w typ przypadku się nie sprawdza, a odstępstwo od tej reguły byłoby wyraźnym akcentem na koniec filmu. Tu nie ma dobrej odpowiedzi jak skończyć ten film aby nie było zgrzytu. Scott moim zdaniem zagrał bezpiecznie i konsekwentnie, za co się należy szacunek, bo chyba wiedział co może zyskać a co stracić.
simek napisał(a):A ja tam sądzę, że właśnie taki był zamysł Scotta. To jest wojna, środek bitwy, każdy chowa swoje przeżycia, wspomnienia, tęsknotę do rodziny i pacyfistyczne filozofowanie do kieszeni i obchodzi go tylko to, żeby on i kumpel przeżyli, wykonali misję, wystrzelali wszystkich, którzy chcą ich wystrzelać i wracali do bazy, a później domu.
Żadna z powyższych rzeczy nie wyklucza istnienia bohatera w środku tego konfliktu. Jest kupa filmów, gdzie jest to o czym mówisz, a jednak jest bohater, który "ciągnie" historię. Ekspozycja w Saving Private Ryan to też chaos wojenny, a jednak wiadomo od początku kto jest bohaterem i czyje losy będziemy śledzili.
12-04-2010, 12:21





