sprawa jest prosta jak konstrukcja protezy u nogi mojej starej - Ridley Scott nie czuje epoki średniowiecza, nie rozumie jej, nie pojmuje, że to były czasy krwi i róż, na chama stara się "uwspółcześniać" bohaterów, wkładając im do ryja durne formułki zaczerpnięte z tv, żeby przeciętny gimnazjalisty mógł się utożsamić z bohaterem.
na szczęście w Robinie nie ma lewactwa i aż się dziwie sam sobie, że wcześniej nie dostrzegłem tej oczywistości. wszak scenariusz filmu ewoluował od skrajnego nielewactwa po naiwny liberalizm, na którym stanął. przypominam, iż pierwotna wersja miała tytuł Nothingam i opowiadała o szeryfie (ponoć dobrym, a przynajmniej wreszcie ukazanym jak sługa prawa, a nie pospolity tchórz i sprzedajny, skorumpowany urzędas), ścigającym złodzieja (bo okradanie bogu ducha winnej szlachty i rozdawanie potem złota biedakom to jest złodziejstwo). niestety pod naciskiem "hollywoodyzmu" Scott i jego scenarzysta Brian zmienili pierwotną mega zarąbista koncepcję i nakręcili prequel przygód późniejszego zadeklarowanego socjalisty Robina.
co mi się w filmie Scotta podobało, to ukazanie prawdziwych przyczyn biedy. nie że szlachta jest zła i odejmuje chłopskim dzieciom żarcie od ust, ale podatki nakładane przez państwowych urzędników rujnują baronów, a ci potem nie mają pieniędzy ani zapasów, by wyżywić poddanych. w filmie pojawia się również motyw ostrej krytyki władzy, która se prowadzi wojenki za pieniądze podatników - to też zaliczam in plus. generalnie film jest mocno nielewacki, ale niestety głupi i infantylny. gdyby był infantylny i w dodatku lewacki, to zaraz po seansie skrobnąłbym mega recke na strone, a tak se daruje, bo co się będę znęcał
na szczęście w Robinie nie ma lewactwa i aż się dziwie sam sobie, że wcześniej nie dostrzegłem tej oczywistości. wszak scenariusz filmu ewoluował od skrajnego nielewactwa po naiwny liberalizm, na którym stanął. przypominam, iż pierwotna wersja miała tytuł Nothingam i opowiadała o szeryfie (ponoć dobrym, a przynajmniej wreszcie ukazanym jak sługa prawa, a nie pospolity tchórz i sprzedajny, skorumpowany urzędas), ścigającym złodzieja (bo okradanie bogu ducha winnej szlachty i rozdawanie potem złota biedakom to jest złodziejstwo). niestety pod naciskiem "hollywoodyzmu" Scott i jego scenarzysta Brian zmienili pierwotną mega zarąbista koncepcję i nakręcili prequel przygód późniejszego zadeklarowanego socjalisty Robina.
co mi się w filmie Scotta podobało, to ukazanie prawdziwych przyczyn biedy. nie że szlachta jest zła i odejmuje chłopskim dzieciom żarcie od ust, ale podatki nakładane przez państwowych urzędników rujnują baronów, a ci potem nie mają pieniędzy ani zapasów, by wyżywić poddanych. w filmie pojawia się również motyw ostrej krytyki władzy, która se prowadzi wojenki za pieniądze podatników - to też zaliczam in plus. generalnie film jest mocno nielewacki, ale niestety głupi i infantylny. gdyby był infantylny i w dodatku lewacki, to zaraz po seansie skrobnąłbym mega recke na strone, a tak se daruje, bo co się będę znęcał
16-05-2010, 13:48






