Ostrzegam o spojlerach.
Blueberry (2004) - "Zwierzęta to bestie, a ludzie to potwory" - ten cytat z filmu wiele mówi na temat jego bohaterów. Ludzie zabijają bez powodu, dokonują zemsty w wyniku której zabijają ludzi, szukają skarbu, by się wzbogacić i po trupach dążą do celu. Mógł z tego powstać całkiem niezły "krótki film o zabijaniu" w stylu antywesternów Sama Peckinpaha, ale "ambitny" francuski reżyser wolał być oryginalny i wprowadził elementy niespotykane wcześniej w westernach, jak animowane wstawki, przedstawiające narkotyczne wizje. Sporo jest zbliżeń twarzy, a kamera dostaje drgawek najczęściej w scenach akcji, i chociaż widać co się dzieje na ekranie to odczuwa się ból głowy i rozczarowanie. Jednak o niskiej ocenie filmu zadecydowały finałowe sekwencje - zamiast pojedynku lub jakiejś większej strzelaniny obserwujemy jakieś niezrozumiałe pseudoartystyczne, narkotyczne halucynacje. Gdyby te wizje były znacznie krótsze to by tak bardzo nie irytowały, ale niestety reżyser postanowił wypróbować cierpliwość widza i przesadził. Zabrakło także jakiejś porządnej finałowej akcji pomiędzy Casselem i Madsenem. Od początku filmu czeka się na ten pojedynek i te oczekiwania nie zostają spełnione.
W obsadzie obok wspomnianego Vincenta Cassela i Michaela Madsena są także m.in. Juliette Lewis oraz bliski 90-tki Ernest Borgnine, który karierę zaczynał jeszcze w latach 50.
Omijać ten film z daleka.
Blueberry (2004) - "Zwierzęta to bestie, a ludzie to potwory" - ten cytat z filmu wiele mówi na temat jego bohaterów. Ludzie zabijają bez powodu, dokonują zemsty w wyniku której zabijają ludzi, szukają skarbu, by się wzbogacić i po trupach dążą do celu. Mógł z tego powstać całkiem niezły "krótki film o zabijaniu" w stylu antywesternów Sama Peckinpaha, ale "ambitny" francuski reżyser wolał być oryginalny i wprowadził elementy niespotykane wcześniej w westernach, jak animowane wstawki, przedstawiające narkotyczne wizje. Sporo jest zbliżeń twarzy, a kamera dostaje drgawek najczęściej w scenach akcji, i chociaż widać co się dzieje na ekranie to odczuwa się ból głowy i rozczarowanie. Jednak o niskiej ocenie filmu zadecydowały finałowe sekwencje - zamiast pojedynku lub jakiejś większej strzelaniny obserwujemy jakieś niezrozumiałe pseudoartystyczne, narkotyczne halucynacje. Gdyby te wizje były znacznie krótsze to by tak bardzo nie irytowały, ale niestety reżyser postanowił wypróbować cierpliwość widza i przesadził. Zabrakło także jakiejś porządnej finałowej akcji pomiędzy Casselem i Madsenem. Od początku filmu czeka się na ten pojedynek i te oczekiwania nie zostają spełnione.
W obsadzie obok wspomnianego Vincenta Cassela i Michaela Madsena są także m.in. Juliette Lewis oraz bliski 90-tki Ernest Borgnine, który karierę zaczynał jeszcze w latach 50.
Omijać ten film z daleka.
21-07-2010, 11:42





