Mr Nobody - jeżeli Buttona ktoś uważał za film pretensjonalny i "tak mądry, że aż głupi", powinien obejrzeć ten film i wtedy dopiero zobaczy, jak może wyglądać pretensjonalność i artystowskie przegięcie w metafizycznych filmach. Matko, czego tu nie ma - efekt motyla, wszechświaty rozgałęziające się w pod wpływem kluczowych decyzji, kurczenie się wszechświata, synchronizacja alternatywnych rzeczywistości, cofanie czasu, cofanie decyzji, hipnoza, surrealizm, science fiction, zaświaty (chociaż w sumie bardziej "przedświaty" - zobaczycie, zrozumiecie), (melo)dramat, metafizyka, sny... Jest jeszcze kluczowa scena filmu skopiowana niemal na żywca z Przypadku Kieślowskiego, tyle ze w wersji kiczowato przesadzonej, łącznie z adekwatnymi do sytuacji napisami na okolicznych budynkach... Fabularnie to taki Efekt Motyla w wersji "artystycznej", czyli przegląd wybranych wariantów przyszłości w zależności od podjęcia pewnych kluczowych decyzji. Przekaz również ten sam (cokolwiek wybierzesz, masz przerąbane ty lub twoi bliscy), za to scenariusz pokręcony do granic możliwości, mieszający warianty rzeczywistości i łącząc je ze sobą przy pomocy różnych montażowych tricków. A do tego jeszcze tona scenariuszowego i dialogowego pseudo - artystycznego bełkotu; wyobraźcie sobie taką akcję - facet traci kluczową informację, ponieważ na kartkę spada kropla wody z deszczu wywołanego przez, uwaga, BRAZYLIJSKIEGO BEZROBOTNEGO GOTUJĄCEGO JAJKA MIESIĄC WCZEŚNIEJ. A takich patentów jest od grona.
Moja rada: trzymajcie się ludziska z dala od tego filmu.
Moja rada: trzymajcie się ludziska z dala od tego filmu.
Why are you firing wallnuts at me?
31-07-2010, 16:09





