Kah-Doh-Maru (bodajże tak) - rany, co za chaotyczny film. Przeskoki między scenami następują nagle i w większości przypadków bez kulminacji poszczególnych wydarzeń. Mimo tego narracja jest niemożebnie powolna. Choć film trwa godzinę, wydaje się bardzo długi. Rysunki są mocno takie sobie, a wyblakła paleta barw zamiast nadawać klimatu - niszczy go, zwłaszcza gdy podpiera się beznadziejnym CGI. Najgorsze jest polskie tłumaczenie - tłumacz wypowiedzi jednej postaci tłumaczy raz w rodzaju męskim, raz w żeńskim... A że w anime ciężko powiedzieć, kto jest jakiej płci, wcale nie pomaga to w połapaniu się w fabule.
Ten film niesie ze sobą dwie ważne lekcje.
1. nie należy wierzyć fragmentom recenzji z okładek
2. niezależne wydawnictwa rozpowszechniające niszowe filmy też stosują tanie marketingowe chwyty (w tym przypadku "Film twórców GITS"). Bruckheimer ma zaskakujące towarzystwo.:)
Ten film niesie ze sobą dwie ważne lekcje.
1. nie należy wierzyć fragmentom recenzji z okładek
2. niezależne wydawnictwa rozpowszechniające niszowe filmy też stosują tanie marketingowe chwyty (w tym przypadku "Film twórców GITS"). Bruckheimer ma zaskakujące towarzystwo.:)
04-08-2010, 16:11






