Cabaret - bardzo dobry film, ale jakoś mnie nie powalił. Świetne pokazany dekadencki klimat przedwojennego Berlina z narodzinami faszyzmu w tle oraz pomysłowo podmontowane do akcji piosenki. Oscarowa rola Joela Greya to majstersztyk i w dużej mierze to właśnie ona robi ten film - często jego twarz mówi więcej niż piosenka, która akurat wykonuje. wkurzająca jest za to Liza Minelli na żywca kopiująca rolę Hepburn ze Śniadaniu u Tiffany'ego; teoretycznie kreacja bardziej realistyczna, w praktyce niesamowicie irytująca (w sumie dziwne, że nie spotkałem się jeszcze z recenzją, która by tą zależność odnotowała). Minelli śpiewa i tańczy dobrze, ale nie posiada ani urody, ani wdzięku potrzebnych, by uwieść widza rolą beztroskiej trzpiotki. York absolutnie nijaki.
Obok Hair jest to z pewnością najlepszy "ambitny" musical, jaki dane mi było widzieć. Hair działało na mnie na poziomie bardziej emocjonalnym - w przypadku Cabaretu doceniam znakomitą filmową robotę, ale nic poza tym. Tym niemniej i tak znakomite kino - taki np. Rob Marshall nie zrobi niczego na podobnym poziomie artystycznym i merytorycznym nawet za milion lat.
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=bs5bnVoZK4Q[/youtube]
Obok Hair jest to z pewnością najlepszy "ambitny" musical, jaki dane mi było widzieć. Hair działało na mnie na poziomie bardziej emocjonalnym - w przypadku Cabaretu doceniam znakomitą filmową robotę, ale nic poza tym. Tym niemniej i tak znakomite kino - taki np. Rob Marshall nie zrobi niczego na podobnym poziomie artystycznym i merytorycznym nawet za milion lat.
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=bs5bnVoZK4Q[/youtube]
Cytat:ciągle nachodzą mnie myśli o Bezsenności w Seattlepreferuję Wiadomość jednak; Bezseność również świetna, ale wolę historie miłosne, w których jest szansa na wzajemną relację między głównymi bohaterami. W tak silną fascynację po pięciominutowej gadce w radiowym talk show w życiu nie uwierzę.
Why are you firing wallnuts at me?
15-08-2010, 23:23





