No właśnie to jest dziwne - niby mieli helikoptery, statki itp., i to wygląda ok pokazywane z daleka, ale kiedy akcja przenosi się na pokład statku, do wnętrz itp., wszystko zaczyna wyglądać jak produkcja Asylum.
Poza tym nie zdzierżę w filmie o Sealach tak nieumiejętnego korzystania z broni, tak mylnie odwzorowanych stosunków w oddziale. Film zapowiadał się świetnie: po pierwszej akcji każdy z sealów zdawał raport - pomyślałem sobie "zajeboza, jakie przywiązanie do szczegółów, pewnie w dalszej części Sheen będzie się musiał gęsto tłumaczyć za swoje wybryki, będzie pokazany wojskowy rygor, będzie napięcie, będą spięcia w drużynie". Ale nie - Sheen przez swoją głupotę łamie rozkaz i doprowadza do śmierci jakiegoś kolesia... i tyle. Nic. Koniec. Żadnego raportu, żadnych tłumaczeń. Nie pojawia się nawet motyw kamery, która była obecna w poprzedniej akcji (co też zrobiło na mnie wrażenie - tego jeszcze nie widziałem). Poza tym komando wykonuje zadania śledczych, ujawnia ściśle tajne informacje i musi się PROSIĆ dziennikarki o współpracę (a powinno to wyglądać tak - "albo nam pomagasz, albo do pierdla na 20 lat za pomaganie wrogowi").
Poza tym film ma brzydkie zdjęcia, plan jest amatorsko oświetlony, muzyka to farsa, efekty dźwiękowe bardziej przypominają Star Wars niż prawdziwy dźwięk wydawany przez broń, niezgodności z prawdziwymi metodami działania Seals tu masa, scena na polu golfowym to obrzydliwy (i niepotrzebny i nieuzadaniony) plagiat z Top Gun... Ja rozumiem, że Biehn i Paxton, a może nawet i Sheen to kultowe nazwiska, ale sama obsada i tematyka filmu nie czyni. Rzecz jest amatorska. Poza tym zatrudnić Paxtona - aktora sprawdzającego się w rolach gadatliwych luzaków - i dać mu trzy linijki tekstu oraz czwartoplanową rolę snajpera - to GRZECH.
A teraz odwrotnie - jakie są twoje argumenty za tym, że film jest dobry? Bo jak czegoś nie lubię, to zawsze jest "e tam, ty znowu swoje, głupoty gadasz" - a jakoś nikt nigdy nie mówi, dlaczego dany film jest jednak dobrym filmem.
Poza tym nie zdzierżę w filmie o Sealach tak nieumiejętnego korzystania z broni, tak mylnie odwzorowanych stosunków w oddziale. Film zapowiadał się świetnie: po pierwszej akcji każdy z sealów zdawał raport - pomyślałem sobie "zajeboza, jakie przywiązanie do szczegółów, pewnie w dalszej części Sheen będzie się musiał gęsto tłumaczyć za swoje wybryki, będzie pokazany wojskowy rygor, będzie napięcie, będą spięcia w drużynie". Ale nie - Sheen przez swoją głupotę łamie rozkaz i doprowadza do śmierci jakiegoś kolesia... i tyle. Nic. Koniec. Żadnego raportu, żadnych tłumaczeń. Nie pojawia się nawet motyw kamery, która była obecna w poprzedniej akcji (co też zrobiło na mnie wrażenie - tego jeszcze nie widziałem). Poza tym komando wykonuje zadania śledczych, ujawnia ściśle tajne informacje i musi się PROSIĆ dziennikarki o współpracę (a powinno to wyglądać tak - "albo nam pomagasz, albo do pierdla na 20 lat za pomaganie wrogowi").
Poza tym film ma brzydkie zdjęcia, plan jest amatorsko oświetlony, muzyka to farsa, efekty dźwiękowe bardziej przypominają Star Wars niż prawdziwy dźwięk wydawany przez broń, niezgodności z prawdziwymi metodami działania Seals tu masa, scena na polu golfowym to obrzydliwy (i niepotrzebny i nieuzadaniony) plagiat z Top Gun... Ja rozumiem, że Biehn i Paxton, a może nawet i Sheen to kultowe nazwiska, ale sama obsada i tematyka filmu nie czyni. Rzecz jest amatorska. Poza tym zatrudnić Paxtona - aktora sprawdzającego się w rolach gadatliwych luzaków - i dać mu trzy linijki tekstu oraz czwartoplanową rolę snajpera - to GRZECH.
A teraz odwrotnie - jakie są twoje argumenty za tym, że film jest dobry? Bo jak czegoś nie lubię, to zawsze jest "e tam, ty znowu swoje, głupoty gadasz" - a jakoś nikt nigdy nie mówi, dlaczego dany film jest jednak dobrym filmem.
04-09-2010, 10:19






