Kuolloiden Talvi a.k.a Winter of the Dead -czyli pochodzący z krainy tysiąca jezior film amatorski z żywymi ścierwami w roli głównej.
In plus należy zaliczyć łądnie sfilmowaną Finlandię(nie mówię tu bynajmniej o wódce) zimą, brak dłużyzn(o co ciężko w ciągu 35 minut), niezłe jak na partyzanckie metody jump sceny i scena, gdy dwóch kumpli siedzi na leżakach; Jest w niej wszystko, czego potrzeba do szczęścia: sączenie księżycówki, luźne pogaduchy z kumplem i walenie do zombiaków :smile: Cóż, niestety czuć chałupniczy rodowód tego arcydzieła X muzy.
Ocena: (werble) 6/10
Film w całości na tubie. Można wybrać wersję w oryginale, albo w jakimś cywilizowanym języku(czytaj: angielskim)
Siedem - dobre, ale szału nie ma. Tytuł adekwatny do oceny.*
Moulin Rouge! - ten film jest niesamowity. Choć częstotliwość występowania słowa love na metr taśmy przebija produkty by I. Łepkowska, to ten film...jest...eufemistycznie mówiąc, majstersztykiem.
Ujęcia aż kipią od przepychu, i, co ciekawe, nawet kicz nie irytuje. Od strony aktorskiej również cacko: Broadbent, Leguizamo, Koman, Roxburg dają czadu, że aż miło, Kidman oczywiście czarująca. Nie należy też zapomnieć, że właśnie dzięki Moulin Rouge! ostatecznie przekonałem się McGregora.
A jako że, wyżej wymieniony film iest mjuzikalem, więc wypadałoby się pochylić nad piosenkami. A powiedzieć o nich, że są świetne, to nic nie powiedzieć. Zdziwił mnie z początku fakt, że zamiast pisać piosenki od nowa, twórcy postanowili przearanżować znane przeboje. Szybko jednak doszedłem do wniosku, że Luhrmann to geniusz :)
Moje faworyty:
-Tango Roxanne(końcówka zamiata)
-Diamonds are a girl's best friend
-Like a Virgin :lol:
-Show must go on(nie wyobrażam sobie lepszego covera)
-Your Song
Trwale zagościły na mojej playliście.
Daję 9, bo mimo wszystko parę motywów było aż nazbyt słodkich.
*Oczywiście żartowałem : )
Gwoli formalności; dałem dychę z wielkim plusem.
In plus należy zaliczyć łądnie sfilmowaną Finlandię(nie mówię tu bynajmniej o wódce) zimą, brak dłużyzn(o co ciężko w ciągu 35 minut), niezłe jak na partyzanckie metody jump sceny i scena, gdy dwóch kumpli siedzi na leżakach; Jest w niej wszystko, czego potrzeba do szczęścia: sączenie księżycówki, luźne pogaduchy z kumplem i walenie do zombiaków :smile: Cóż, niestety czuć chałupniczy rodowód tego arcydzieła X muzy.
Ocena: (werble) 6/10
Film w całości na tubie. Można wybrać wersję w oryginale, albo w jakimś cywilizowanym języku(czytaj: angielskim)
Siedem - dobre, ale szału nie ma. Tytuł adekwatny do oceny.*
Moulin Rouge! - ten film jest niesamowity. Choć częstotliwość występowania słowa love na metr taśmy przebija produkty by I. Łepkowska, to ten film...jest...eufemistycznie mówiąc, majstersztykiem.
Ujęcia aż kipią od przepychu, i, co ciekawe, nawet kicz nie irytuje. Od strony aktorskiej również cacko: Broadbent, Leguizamo, Koman, Roxburg dają czadu, że aż miło, Kidman oczywiście czarująca. Nie należy też zapomnieć, że właśnie dzięki Moulin Rouge! ostatecznie przekonałem się McGregora.
A jako że, wyżej wymieniony film iest mjuzikalem, więc wypadałoby się pochylić nad piosenkami. A powiedzieć o nich, że są świetne, to nic nie powiedzieć. Zdziwił mnie z początku fakt, że zamiast pisać piosenki od nowa, twórcy postanowili przearanżować znane przeboje. Szybko jednak doszedłem do wniosku, że Luhrmann to geniusz :)
Moje faworyty:
-Tango Roxanne(końcówka zamiata)
-Diamonds are a girl's best friend
-Like a Virgin :lol:
-Show must go on(nie wyobrażam sobie lepszego covera)
-Your Song
Trwale zagościły na mojej playliście.
Daję 9, bo mimo wszystko parę motywów było aż nazbyt słodkich.
*Oczywiście żartowałem : )
Gwoli formalności; dałem dychę z wielkim plusem.
08-09-2010, 22:54





