Największa męka, jeśli o oglądanie Konga ad. 2005 chodzi, to pierwsza godzina filmu. Kurna, jak film może się rozkręcać przez godzinę? Nie obraziłbym się, gdyby drogę do wyspy umilał pasażerom parowca oddział pterodaktyli strzegących nieba przed intruzami, ale z braku laku decydującymi się na "strzelenie" sobie metalowego czegoś "unoszącego się na wodzie dokładnie tak, jak nie robiłaby tego kula do kręgli". Na szczęście w końcu na wyspę blondyna & friends docierają i w sumie film zaczyna mi się podobać. Walka Konga z trzema T-Rexami, sceny w NY, gdzie goryl, nie wiadomo dlaczego, roznosi wszystko, co do niego strzela (głupi jakiś, czy co?) itd. są okej. Zgadzam się, że nie raz wygląda to sztucznie, ale spokojnie potrafię przymknąć na to oko, bo obraz ma to "coś". Po prostu przyjemnie się to ogląda. Chociaż ta pierwsza godzina...
I do not believe in the creed professed by the Jewish Church, by the Roman Church, by the Greek Church, by the Turkish Church, by the Protestant Church, nor by any church that I know of. My own mind is my own church
18-11-2007, 14:54





