McLintock! (1963), reż. Andrew V. McLaglen
John Wayne jako posiadacz ziemski, zajmujący się hodowlą bydła. Jak myślicie, co to za gatunek? Western? Otóż nie - ten film to ... screwball comedy. Opowieść o zabawnych relacjach damsko-męskich, mająca w sobie elementy z szekspirowskiego Poskromienia złośnicy. Z początku mi się nie podobał, bo nastawiłem się na western, ale z czasem polubiłem bohaterów i wciągnęła mnie ta komediowa konwencja. Jak na McLaglena jest to nietypowy film. Jak na Johna Wayne'a - także. Wayne świetnie udaje pijanego, a scena, w której wchodzi nietrzeźwy po schodach jest mistrzowska. Znakomite są także role Maureen O'Hary i Stefanie Powers.
7/10
Wielki kartel (The Big Combo, 1955), reż. Joseph H. Lewis
W latach 50. nawet 'filmy czarne' były już kolorowe (np. Niagara Henry'ego Hathawaya) i Wielki kartel nie robił już wrażenia, bo tu jest widoczna przewaga koloru czarnego. Film nie odniósł sukcesu zapewne także dlatego, że pod względem fabuły niczym szczególnym się nie wyróżnia. Policjant próbuje aresztować szefa mafii, którego podejrzewa o prowadzenie nielegalnej działalności i dokonanie kilku morderstw. Potrzebuje tylko dowodów i zeznań świadków. Mogą się podobać zdjęcia, niektóre sekwencje są zrobione z pomysłem - są stylowe i klimatyczne, ale niektóre sceny są naciągane lub przewidywalne.
Znacznie wyżej oceniam film Bannion (The Big Heat, 1953) Fritza Langa - film w podobnym stylu, ale jednak dostarczający więcej emocji i napięcia. W filmie J.H. Lewisa nie podobała mi się także gra aktorska, mimo że Cornell Wilde nie jest jakimś "aktorem znikąd", bo miał już na koncie sukcesy (np. rola Chopina w A Song to Remember).
6/10
John Wayne jako posiadacz ziemski, zajmujący się hodowlą bydła. Jak myślicie, co to za gatunek? Western? Otóż nie - ten film to ... screwball comedy. Opowieść o zabawnych relacjach damsko-męskich, mająca w sobie elementy z szekspirowskiego Poskromienia złośnicy. Z początku mi się nie podobał, bo nastawiłem się na western, ale z czasem polubiłem bohaterów i wciągnęła mnie ta komediowa konwencja. Jak na McLaglena jest to nietypowy film. Jak na Johna Wayne'a - także. Wayne świetnie udaje pijanego, a scena, w której wchodzi nietrzeźwy po schodach jest mistrzowska. Znakomite są także role Maureen O'Hary i Stefanie Powers.
7/10
Wielki kartel (The Big Combo, 1955), reż. Joseph H. Lewis
W latach 50. nawet 'filmy czarne' były już kolorowe (np. Niagara Henry'ego Hathawaya) i Wielki kartel nie robił już wrażenia, bo tu jest widoczna przewaga koloru czarnego. Film nie odniósł sukcesu zapewne także dlatego, że pod względem fabuły niczym szczególnym się nie wyróżnia. Policjant próbuje aresztować szefa mafii, którego podejrzewa o prowadzenie nielegalnej działalności i dokonanie kilku morderstw. Potrzebuje tylko dowodów i zeznań świadków. Mogą się podobać zdjęcia, niektóre sekwencje są zrobione z pomysłem - są stylowe i klimatyczne, ale niektóre sceny są naciągane lub przewidywalne.
Znacznie wyżej oceniam film Bannion (The Big Heat, 1953) Fritza Langa - film w podobnym stylu, ale jednak dostarczający więcej emocji i napięcia. W filmie J.H. Lewisa nie podobała mi się także gra aktorska, mimo że Cornell Wilde nie jest jakimś "aktorem znikąd", bo miał już na koncie sukcesy (np. rola Chopina w A Song to Remember).
6/10
17-10-2010, 18:11





