Listy z Iwo Jimy - Sztandar chwały na mnie wrażenia nie zrobił, ale ten film - i owszem, spore, choć gra dość tandetnymi chwytami. Żeby pokazać jaki dobry bohater jest dobry, a zły bohater zły, ten zły musi zastrzelić psa, którego dobry chciał uratować. Żeby pokazać, że po obu stronach są normalni ludzie, Japończycy muszą czytać list od matki schwytanego Amerykanina. Żeby pokazać, że możemy żyć w zgodzie, Japończyk musi walczyć bronią podarowaną przez "amerykańskich przyjaciół". Naiwne to z deka, łatwe, tanie.
Nie wiem też, na ile film jest wierny historii, ale jeśli japońscy dowódcy zachowywali się tak jak tutaj, to nic dziwnego że przegrali - byli skończonymi idiotami, którzy zamiast wykorzystywać przewagę i bronić się w dobrze ufortyfikowanej twierdzy, rwali się do samobójczych, bezsensownych ataków. Jeżeli tak było w istocie - to potwierdza moją teorię, ze Japończycy są lekko palnięci w mózg (dowód A. - automaty z używanymi majtkami, dowód B. - gore porn, dowód C. - teleturnieje).
Reżyseria, aktorstwo - na najwyższym poziomie. 8/10
Nie wiem też, na ile film jest wierny historii, ale jeśli japońscy dowódcy zachowywali się tak jak tutaj, to nic dziwnego że przegrali - byli skończonymi idiotami, którzy zamiast wykorzystywać przewagę i bronić się w dobrze ufortyfikowanej twierdzy, rwali się do samobójczych, bezsensownych ataków. Jeżeli tak było w istocie - to potwierdza moją teorię, ze Japończycy są lekko palnięci w mózg (dowód A. - automaty z używanymi majtkami, dowód B. - gore porn, dowód C. - teleturnieje).
Reżyseria, aktorstwo - na najwyższym poziomie. 8/10
08-11-2010, 21:37






