Halloween (1978) - aaaaaahahaha. Ogólnie rzecz biorąc Carpenter to jeden z najbardziej cenionych przeze mnie reżyserów. Przy niskim budżecie potrafił kreować powalającą atmosferę, przy wysokim wyszły mu dwa arcydzieła horroru. No i facet odkrył Kurta Russella. Ale Halloween to dla mnie niewytłumaczalny fenomen. Film zarobił 60 baniek, a kosztował 300 tysięcy. Czemu stał się taki popularny? Jest po prostu NUDNY, niezamierzenie śmieszny, cienko wykonany - nawet w porównaniu z ówczesną konkurencją. Obcy powstał w rok po nim, a oglądając go dziś nie mam wrażenia że to archaiczny film. Halloween tymczasem bardziej przypomina mi horrory z Karloffem niż te z okresu Teksańskiem masakry.
Aktorstwo jest słabe (zwłaszcza przerysowany Pleasance, który nie bardzo wie co tam robi - tak aktorsko, jak i fabularnie), dialogi są albo żenujące ("he's got out! The EVIL got out!"), co beznadziejnie zagrane, przez większość czasu NIC się nie dzieje, sam Myers zupełnie nie robi wrażenia.
3/10, a to tylko ze względu na świadomość, jaki wpływ miał ten film na cały gatunek horroru.
Właśnie jeszcze bardziej doceniłem film Zombiego i jego ocena podskoczyła u mnie o jedno oczko. Za to, że zobaczył potencjał i wykorzystał go w idealny sposób.
Aktorstwo jest słabe (zwłaszcza przerysowany Pleasance, który nie bardzo wie co tam robi - tak aktorsko, jak i fabularnie), dialogi są albo żenujące ("he's got out! The EVIL got out!"), co beznadziejnie zagrane, przez większość czasu NIC się nie dzieje, sam Myers zupełnie nie robi wrażenia.
3/10, a to tylko ze względu na świadomość, jaki wpływ miał ten film na cały gatunek horroru.
Właśnie jeszcze bardziej doceniłem film Zombiego i jego ocena podskoczyła u mnie o jedno oczko. Za to, że zobaczył potencjał i wykorzystał go w idealny sposób.
14-11-2010, 10:15






