Craven napisał(a):Obsada choć nieudolnie poprowadzona wypada fajnie, smaczku dodaje to, że Flynn czasem na krótkie chwile zmienia się w Kolesia.
I to jest dla mnie wada, bo Bridges przeistacza się z podstarzałego geeka-ojca w podstarzałego pacyfistę z lat 70. To zajebiście się gryzie, zwłaszcza, że w drugiej połowie filmu w co drugiej linijce ma dodane "man?" na końcu ;)
A sam film? Cóż, trochę się rozczarowałem, bo w sumie w trakcie seansu nie zanotowałem ani jednego epickiego pierdolnięcia. Wszystko jest na maksa wykalkulowane i jakieś takie bez emocji. Dania główne w postaci pojedynków na dyski, lightcykle itd. wyglądają jak przystawka (czyt. są krótkie, nie wykorzystany potencjał etc.), a kiedy wyczekujemy na danie główne...film się kończy. Nie jest tak, że Tron legacy wygląda jak niskobudżetówka czy coś. Nie nie, na szczęście widać wpompowane miliony, design miejscami masakruje, efekty są bardzo dobre, muza zajebista (Daft Punk ma nieskromne cameo). Brakuje natomiast ciekawszej treści. To o czym wspomniał Craven się sprawdziło. Czuć tu rękę debiutanta, Kosinski poszedł w coś innego niż to zapowiadał w wywiadach. Między Samem a Kevinem nie iskrzy, Quorra też jakaś miałka i "miętka". Najlepszym aktorem w całym filmie jest....cyfrowy Clu. Nie jest idealny (wygląda lepiej niż w zwiastunie), ale każde jego pojawienie się na ekranie zawsze wywołuje zainteresowanie.
Co więc wyszło? Wyszedł film rozrywkowy, który się miejscami dłuży, ale jest świetnie sfilmowany, doskonale przyozdobiony, natomiast przeciętnie poprowadzony. Nie zdziwię się jak Tron będzie przykładowym "flopem" finansowym na poziomie Terminator Salvation.
Dam te 6/10
BTW. Jak tylko pojawiło się logo Disneya to chciałem dać 10/10 :)
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
25-12-2010, 18:04





