Podobało mi się, nawet bardzo. Spodziewałem się diablo efektownego, sympatycznego filmu rozrywkowego i TRON spełnił te oczekiwania w 100%. Jasne, nie jest to rozrywka z najwyższej półki, ale też w ani jednym momencie film nie wprawił mnie w zażenowanie, znudzenie czy też zniecierpliwienie.
Scenariusz jest oczywiście naiwny i prosty (jak dla mnie ten sam poziom co Avatar, tylko że Cameron bardziej rozbudował świat i postawił na emocje, ale o tym za chwilę), tak samo jak naiwny i prosty był pierwszy TRON, ale Legacy jedynie bierze podstawy tamtego filmu i buduje na nich cholernie fajną przygodówkę, która nie razi kiczowatością czy wręcz nieporadnością.
Jeśli czegoś tu brakuje, to większych emocji, ale piszę to w pełni obiektywnie, bo choć historia jakoś specjalnie nie angażuje (to kino do patrzenia, słuchania i cieszenia się z tego), nie mam z tym najmniejszego problemu. Relacje Sama i Kevina mogłyby być lepiej nakreślone, ale też trudno nazwać mi ten element scenariusza całkowicie sztucznym i pozbawionym życia.
Bridges jak to Bridges, +10 do roli, Hedlund w porządku, Sheen przefajny, a Wilde zabójczo seksowna i przy tym zabawna i pełna energii, co czyni z jej sztampowej by się mogło wydawać postaci kogoś znacznie ciekawszego, aniżeli mógłby to sugerować scenariusz. Fajnie wypadł też Clu; technicznie jest różnie, od "uu, ale sztuczne" do "no, tu im się naprawdę udało", ale jako czarny charakter, choć też sztampowy, ma w sobie to coś.
Strony technicznej chyba nie ma co komentować. Wizualnie TRON zmiata konkurencję, a muza Daft Punk w połączeniu z poszczególnymi scenami wypada FENOMENALNIE. Wszelkie sceny akcji to prawdziwa uczta dla oczu i jedyne co mnie rozczarowało, to tylko jedna scena z motocyklami, ale za to jaka!
8/10, obowiązkowy zakup na Blu.
Scenariusz jest oczywiście naiwny i prosty (jak dla mnie ten sam poziom co Avatar, tylko że Cameron bardziej rozbudował świat i postawił na emocje, ale o tym za chwilę), tak samo jak naiwny i prosty był pierwszy TRON, ale Legacy jedynie bierze podstawy tamtego filmu i buduje na nich cholernie fajną przygodówkę, która nie razi kiczowatością czy wręcz nieporadnością.
Jeśli czegoś tu brakuje, to większych emocji, ale piszę to w pełni obiektywnie, bo choć historia jakoś specjalnie nie angażuje (to kino do patrzenia, słuchania i cieszenia się z tego), nie mam z tym najmniejszego problemu. Relacje Sama i Kevina mogłyby być lepiej nakreślone, ale też trudno nazwać mi ten element scenariusza całkowicie sztucznym i pozbawionym życia.
Bridges jak to Bridges, +10 do roli, Hedlund w porządku, Sheen przefajny, a Wilde zabójczo seksowna i przy tym zabawna i pełna energii, co czyni z jej sztampowej by się mogło wydawać postaci kogoś znacznie ciekawszego, aniżeli mógłby to sugerować scenariusz. Fajnie wypadł też Clu; technicznie jest różnie, od "uu, ale sztuczne" do "no, tu im się naprawdę udało", ale jako czarny charakter, choć też sztampowy, ma w sobie to coś.
Strony technicznej chyba nie ma co komentować. Wizualnie TRON zmiata konkurencję, a muza Daft Punk w połączeniu z poszczególnymi scenami wypada FENOMENALNIE. Wszelkie sceny akcji to prawdziwa uczta dla oczu i jedyne co mnie rozczarowało, to tylko jedna scena z motocyklami, ale za to jaka!
8/10, obowiązkowy zakup na Blu.
28-12-2010, 22:23





