Historia zakonnicy (The Nun's story) reż. Fred Zinnemann, 1959 r. czyli rzecz o marzeniach i pragnieniach i o byciu sobą
Ach Audrey Hepburn! Wspaniała aktorka. Rewelacyjna aktorka. Nie widzę dziś nikogo takiego jak ona. Nie widzę nikogo, kto mógłby się do niej zbliżyć. I pod względem aktorskim. I pod względem talentu, stylu czy też elegancji. Film może być trochę długawy, ale jak sam tytuł wskazuje to historia pewnej kobiety. Kobiety, która chciała nieść pomoc w Kongo. Chciała być dobrą zakonnicą. To historia także o nas samych. O pragnieniach, o tej ciężkiej drodze, którą trzeba przejść, aby osiągnąć cel. O pokorze i wyrzeczeniach. O dylematach i wątpliwościach. I tak jak siostra Luke trzeba w tym wszystkim być jeszcze sobą. A to jest najtrudniejsze.
Plus niezapomniany Peter Finch jako dr Fortunati. Polecam 8/10
Ach Audrey Hepburn! Wspaniała aktorka. Rewelacyjna aktorka. Nie widzę dziś nikogo takiego jak ona. Nie widzę nikogo, kto mógłby się do niej zbliżyć. I pod względem aktorskim. I pod względem talentu, stylu czy też elegancji. Film może być trochę długawy, ale jak sam tytuł wskazuje to historia pewnej kobiety. Kobiety, która chciała nieść pomoc w Kongo. Chciała być dobrą zakonnicą. To historia także o nas samych. O pragnieniach, o tej ciężkiej drodze, którą trzeba przejść, aby osiągnąć cel. O pokorze i wyrzeczeniach. O dylematach i wątpliwościach. I tak jak siostra Luke trzeba w tym wszystkim być jeszcze sobą. A to jest najtrudniejsze.
Plus niezapomniany Peter Finch jako dr Fortunati. Polecam 8/10
16-02-2011, 21:53





