Generalnie nie czytuję już forum, więc i nie pisuję, ale akurat zajrzałem do wątku i "w imieniu branży" mam prośbę:
Wiem, że to swoiste czepialstwo z mojej strony, bo z Waszego punktu widzenia (czyli odbiorców) nie ma znaczenia, kto odpowiada za zły tytuł, ale z tymi "marketingowymi zabiegami tłumaczy" to trochę jak - zachowując wszelkie proporcje - z "polskimi obozami zagłady". Niby nikt nie ma nic złego na myśli, ale propaguje niewłaściwe skojarzenia. Więc muszę bronić honoru zawodu :) - szczególnie że tłumacze filmowi (czyli tak naprawdę dialogiści) mają na sumieniu dostatecznie dużo prawdziwych grzechów.
Poza tym sto procent racji :)
desjudi napisał(a):Odnoszenie się do fabuły nie usprawiedliwia zbytniej kreatywności tłumaczyBardzo proszę, nie pisz(cie) w tym kontekście: "tłumaczy". I nie nazywajcie takich tytułów "tłumaczeniami tytułów". Bo to nakręca wyobrażenie, że wszystkiemu winni są właśnie tłumacze. Po pierwsze większość tytułów, które zwykle omawiacie w tym wątku, to nie "tłumaczenia tytułów" a "polskie tytuły filmów". Owszem, czasem zdarzają się fatalne tłumaczenia tytułów, ale w większości przypadków nie o nie tu chodzi. A po drugie i najważniejsze (i chyba już kiedyś o tym tutaj mówiłem): nie wiem, jak było w czasach "Wirującego seksu" i "Nieśmiertelnego", ale obecnie na "marketingowe" tytuły filmów nie mają wpływu tłumacze, ale właśnie marketingowcy. Czyli zamiast o "zbytniej kreatywności tłumaczy", należałoby mówić o "zbytniej kreatywności dystrybutorów".
Wiem, że to swoiste czepialstwo z mojej strony, bo z Waszego punktu widzenia (czyli odbiorców) nie ma znaczenia, kto odpowiada za zły tytuł, ale z tymi "marketingowymi zabiegami tłumaczy" to trochę jak - zachowując wszelkie proporcje - z "polskimi obozami zagłady". Niby nikt nie ma nic złego na myśli, ale propaguje niewłaściwe skojarzenia. Więc muszę bronić honoru zawodu :) - szczególnie że tłumacze filmowi (czyli tak naprawdę dialogiści) mają na sumieniu dostatecznie dużo prawdziwych grzechów.
Poza tym sto procent racji :)
desjudi napisał(a):Nieśmiertelny już się jednak tak w świadomości zakorzenił, że Góral brzmi dziwnie, gdyby jednak 20 lat temu taki nadano tytuł, to dlaczego byłby to niewłaściwy krok?Dlatego że w Polsce "góral" to jest z Tatr. Nie żartuję - nawet całkowicie pomijając marketing, dobre tłumaczenie nie powinno budzić niewłaściwych skojarzeń, czyli powinno prawidłowo działać nie tylko na poziomie "słownikowym", ale i "asocjacyjnym". A polskie asocjacje górala z Podhalem są zbyt silne, żeby je zignorować. Podobnie gdyby wypuszczano na angielski rynek hipotetyczny polski film "Góral", tytuł "Highlander" (załóżmy, że w naszej alternatywnej rzeczywistości film z Lambertem nie istnieje) nie byłby udany, bo z kolei zdecydowanie zbyt mocno sugerowałby odbiorcom, że to film o Szkotach.
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie
24-02-2011, 10:51






