desjudi napisał(a):Dokładnie. Posiadanie dziecka zmienia perspektywę, z jakiej patrzy się na wiele rzeczy, w tym na śmierć dzieci, nieważne czy to dramat psychologiczny czy codzienne wiadomości. To zbyt mocno uderza w wyobraźnię.
Nie sposób zaprzeczyć, dlatego...
Man On Fire (Tony Scott)
Nie wiem po raz który obejrzałem ten film. Może trzydziesty, może pięćdziesiąty. Moja ocena tego tytułu zawsze będzie wypaczona przez posiadanie córki prawie identycznej wizualnie jak Dakota i przez spojrzenie na film przez pryzmat ekstremalnie sugestywnego przekazywania emocji. Scott jest dla mnie ideałem w oddawaniu psychiki bohaterów, a Man On Fire stanowi jego Opus Magnum w tej dziedzinie. Każde ujęcie, dźwięk, trik montażowy to czysta, emocjonalna perwersja, a wszystko z zachowaniem rytmu, tempa, prędkości. W tym całym zapierdolu wizualnym rozumie pojęcia takie jak "oddech" czy "szczyt" i robi to perfekcyjnie na poziomie makro i mikro. Przy okazji nie sili się na filozofię. Podchodzi do sprawy w sposób oczywisty, wręcz banalny, ale zawsze szczery do bólu. Na miejcu Misia Creasy czułbym to samo i pragnąłbym zemsty absolutnej. Delektowałbym się zadawaną krzywdą, perwersyjnie bym jej pragnął, celebrowałbym jej zadawanie - to reakcja. Nie w afekcie. To zaplanowana, bezkompromisowa zemsta. By każdy skur...el żałował, że się urodził.
I co z tego, że to wszystko już było, że fabuła prosta, i oczywista? Że mamy dziury typu "brak kamizelki kuloodpornej". Realizacja miażdży, ukazany gniew jest totalny, a i tekstów będących już dziś klasyką nie brakuje. Rola Washingtona najlepsza w karierze. Depcze mit prostolinijnej i łopatologicznej kreacji w Training Day, za którą - o matko - otrzymał Oscara.
I do Scotta wrócę. Jakim trzeba być łbem, by to wszystko nakręcić za pomocą tradycyjnych środków filmowych bez postprodukcji w programach graficznych? Ziarno uzyskane przez kamerę cyfrową o podwyższonej światłoczułości. Podwójne naświetlanie. Nakładanie na siebie dwóch klisz z przesunięciem. Filtry optyczne - koloryzujące, połówkowe. Kamera na korbkę z lat trzydziestych. Ukrywanie przed aktorami informacji, gdzie znajdują się kamery by nie grali "pod obiektyw". Ja wiem, że dla wielu to powód do kpin... łatwo przecież wyśmiać to co charakterystyczne. Jednak filmów udających takiego Scotta widziałem masę i daję słowo, że nikt nie rozumie o co w tym chodzi. Scott rzeźbi kino, każde ujęcie. Wystarczy obejrzeć scenę porwania Pity Ramos i skupić się na momencie, gdy Washington dostaje decydującą kulkę. Realizacyjne mistrzostwo, choć Mann też jest dobry :razz:
OCENA:
brakuje skali/10
I was always criticized for style and content, but I enjoy trying to tell stories a different way - Tony Scott
05-03-2011, 13:00





