Bo komiksowy All-Star Superman to 12 odcinków, z których każdy (nie licząc może jednego wyjątku) numer opowiada inną zamkniętą historię połączoną wyłącznie tym, że to kolejne dni do zbliżającej się nieuchronnej śmierci Supermana. Świetna rzecz, swoją drogą, niekiedy bardzo retro, dziwna (vide Superman karmiący swojego własnego młodego Pożeracza Słońc miniaturowymi Słońcami, które sam wytwarza na kowadle), ale przez to cholernie czarująca i sentymentalna, w czym tkwi urok tej serii.
Film nie dał rady tego oddać równie dobrze, bo jednak forma oryginału jest zbyt epizodyczna. Animacja powinna po prostu wziąc motyw umierającego Supermana, wziąć parę elementów z komiksu i połączyć je w konkretną fabułę, a nie bawić się w przekładanie wszystkiego kadr po kadrze nie rozumiejąc oryginału (a to, jak wiemy, zazwyczaj owocuje kupą: vide "Watchmen" Zacka Snydera).
Dla kogoś, kto nie czytał komiksu będzie to zbyt chaotyczne do oglądania. Dla mnie, który ten komiks strasznie lubi (mimo że nie darzę sympatią Supermana) to tak, jakbym oglądał fan-film z myślą: "O, fajnie, pamiętam ten kadr! Więc tak by wyglądał jakby się ruszał!".
Film nie dał rady tego oddać równie dobrze, bo jednak forma oryginału jest zbyt epizodyczna. Animacja powinna po prostu wziąc motyw umierającego Supermana, wziąć parę elementów z komiksu i połączyć je w konkretną fabułę, a nie bawić się w przekładanie wszystkiego kadr po kadrze nie rozumiejąc oryginału (a to, jak wiemy, zazwyczaj owocuje kupą: vide "Watchmen" Zacka Snydera).
Dla kogoś, kto nie czytał komiksu będzie to zbyt chaotyczne do oglądania. Dla mnie, który ten komiks strasznie lubi (mimo że nie darzę sympatią Supermana) to tak, jakbym oglądał fan-film z myślą: "O, fajnie, pamiętam ten kadr! Więc tak by wyglądał jakby się ruszał!".
06-03-2011, 20:46





