A ja, niedzielny konsolowicz, przeszedłem sobie Tom Clancy's Splinter Cell: Conviction, a że była to pierwsza dla mnie gra z tej serii i mi się bardzo spodobała, postanowiłem zapoznać się z wcześniejszym Splinter Cell: Double Agent i był to dla mnie, nie uwierzycie ;) szok!
Misja treningowe nieźle mnie wku... zdenerwowały. Jakieś wirtualne pokoje. Roztaczająca się zewsząd białość, że normalnie oko wykol, więc nawet ich nie zaliczywszy zacząłem grać w część właściwą gry. Po tym, jak mnie z dziesięć razy zabili w prologu, który w końcu ukończyłem, sam nie wiem, jak... przypadkiem, szczerze mówiąc... znalazłem się we wiezieniu. Z więzienia uciekłem przypadkiem, i mi w tym momencie ta gra tak obrzydła, że pomyślałem sobie, że do niej więcej nie zasiądę... Wiem, wiem... Wstyd i hańba. Żaden tam ze mnie hardkorowy gracz w Splinter Cella, bo pewnie takie gry się przechodzi na hardzie, a Conviction to tak naprawdę zakała tej rodziny i kto w nią gra ten lamus niedzielny...
No, ale wiecie... w szafce stała nienapoczęta butelka whisky od kiedyś tam, się trochę upiło, i powiedziałem sobie, albo rybki, albo pipki i zasiadłem do gry ponownie. Jak już się przestawiłem na inne sterowanie, które przekląłem w pierwszym starciu - a okazało się wcale nie gorsze niż w Conviction - to gra mnie cholernie wciągnęła. Oj, prawdziwy Splinter Cell po graniu w Conviction to "żegnaj Genia, świat się zmienia". Tu trzeba na palcach chodzić, zknock'outowanych wrogów po kątach chować, kamery omijać, na mapkę satelitarną częściej niż na ekran główny patrzeć...
Gierka jest kurde-faken-jebista, ale nadal brakuje mi tego systemu osłon, co w Conviction i namiaru na cele misji. Nie lubię łazić po planszach, i szukać tego punktu G, który sobie twórcy mapy zaplanowali, żeby puścić gracza dalej. Szukanie osób do likwidacji i miejscówek, wkurza mnie to w każdej grze. Lubię jasne i sprecyzowane cele, a nie snucie się po mapie na czuja i licznie na łut szczęścia. No i niby pierdółka, ale napisów nie mogę włączyć. Szkoda, bo czasem się przydaje...
Teraz to złego w sumie słowa nie dam na grę powiedzieć, bo jeśli ma jakieś błędy, to tylko takie, które są przyczyną tego, że gra jest trochę stareńka i takie rozwiązania, jak konkretny system osłon, i inne wyżej wymienione, to jeszcze chyba wtedy nie wymyślono. Z systemem z Conviction byłby ideał. Grafika trochę taka sobie, ale po pewnym czasie nie zwraca się na to uwagi i wzorcowo się misje wykonuje, coby JBA było syte, i NSA cała.
Myślę o sięgnięciu po Chaos Theory potem, ale trochę się boję jeszcze jednego kroku wstecz...
Misja treningowe nieźle mnie wku... zdenerwowały. Jakieś wirtualne pokoje. Roztaczająca się zewsząd białość, że normalnie oko wykol, więc nawet ich nie zaliczywszy zacząłem grać w część właściwą gry. Po tym, jak mnie z dziesięć razy zabili w prologu, który w końcu ukończyłem, sam nie wiem, jak... przypadkiem, szczerze mówiąc... znalazłem się we wiezieniu. Z więzienia uciekłem przypadkiem, i mi w tym momencie ta gra tak obrzydła, że pomyślałem sobie, że do niej więcej nie zasiądę... Wiem, wiem... Wstyd i hańba. Żaden tam ze mnie hardkorowy gracz w Splinter Cella, bo pewnie takie gry się przechodzi na hardzie, a Conviction to tak naprawdę zakała tej rodziny i kto w nią gra ten lamus niedzielny...
No, ale wiecie... w szafce stała nienapoczęta butelka whisky od kiedyś tam, się trochę upiło, i powiedziałem sobie, albo rybki, albo pipki i zasiadłem do gry ponownie. Jak już się przestawiłem na inne sterowanie, które przekląłem w pierwszym starciu - a okazało się wcale nie gorsze niż w Conviction - to gra mnie cholernie wciągnęła. Oj, prawdziwy Splinter Cell po graniu w Conviction to "żegnaj Genia, świat się zmienia". Tu trzeba na palcach chodzić, zknock'outowanych wrogów po kątach chować, kamery omijać, na mapkę satelitarną częściej niż na ekran główny patrzeć...
Gierka jest kurde-faken-jebista, ale nadal brakuje mi tego systemu osłon, co w Conviction i namiaru na cele misji. Nie lubię łazić po planszach, i szukać tego punktu G, który sobie twórcy mapy zaplanowali, żeby puścić gracza dalej. Szukanie osób do likwidacji i miejscówek, wkurza mnie to w każdej grze. Lubię jasne i sprecyzowane cele, a nie snucie się po mapie na czuja i licznie na łut szczęścia. No i niby pierdółka, ale napisów nie mogę włączyć. Szkoda, bo czasem się przydaje...
Teraz to złego w sumie słowa nie dam na grę powiedzieć, bo jeśli ma jakieś błędy, to tylko takie, które są przyczyną tego, że gra jest trochę stareńka i takie rozwiązania, jak konkretny system osłon, i inne wyżej wymienione, to jeszcze chyba wtedy nie wymyślono. Z systemem z Conviction byłby ideał. Grafika trochę taka sobie, ale po pewnym czasie nie zwraca się na to uwagi i wzorcowo się misje wykonuje, coby JBA było syte, i NSA cała.
Myślę o sięgnięciu po Chaos Theory potem, ale trochę się boję jeszcze jednego kroku wstecz...
https://the-twilight-area.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"
http://www.strefamrokupodcast.pl/ - podcast o "Strefie Mroku"
https://readersinitiative.podbean.com/ - podcast o literaturze wszech treści
http://www.strefamrokupodcast.pl/ - podcast o "Strefie Mroku"
https://readersinitiative.podbean.com/ - podcast o literaturze wszech treści
20-03-2011, 06:00





