Cytat:na tej zasadzie można się przypierdolić do 90% filmów, które sam lubisz
No właśnie, ale je lubię różnych/innych powodów, a fanem SW nigdy nie byłem, przez jakieś 12 lat, do 2006 roku wciąz powtarzałem że ich nie lubię (zmieniło się to dopiero po obejrzeniu w ciągu tygodnia kolejno wszystkich epizodów), więc może mi w nich przeszkadzać to, co w moich ulubionych filmach mi w niczym nie przeszkadza
Jeśli świat przedstawiony jest dla mnie interesujący sam w sobie to na dobrą sprawę niewiele się musi dziać (jak w Alienie), ale świat Gwiezdnych Wojen sam w sobie mnie nie fascynuje, a w rolach głównych nie ma dajmy na to Arniego, Sly'a ani Dolpha, którzy wystarczą że robią konkretny rozpiździel i nic mi więcej do szczęscia potrzebne nie jest 
Po 2 - tu nawet nie tyle chodzi o to żeby fabuła była jakaś skomplikowana, ale o to żeby się dużo działo. W epizodach V i VI się na dobrą sprawę dzieje niewiele i w niewielu miejscach. Na tej samej zasadzie dużo bardziej mi podchodzi Expendables niż ostatni Rambo, czy choćby Poszukiwacze Zaginionej Arki i Ostatnia Krucjata niż świątynia Zagłady ograniczającą się przez większośc filmu do jednej lokacji i w dodatku przynudzająca.
Cytat:strzelasz sobie w plecy. Byle się dopierdolić, nie?
To akurat twoja specjalność :twisted: ostatni przykład w temacie o Battle LA.
Poza tym - akurat Star Warsów się czepiam na tej samej zasadzie co do Aliens czy T2 - a to są moje ulubione filmy. SW do ulubionych się nie zaliczają, ale lubię na tyle żeby mieć całośc sagi na półce i oglądać raz na dwa lata. Nie mam wcale na celu wykazać że te filmy są złe, słabe itd, po prostu odpowiadam w ten sposób na zaślepione nienawiścią do tego co nowe dopieprzanie się do NT.
06-04-2011, 18:10





