Jestem Bogiem
Eddie jest pisarzem. Żyje w syfie, nie ma na czynsz, nie ma weny. Taki sympatyczny, 'hollywodzki looser'. Przypadkowo spotyka byłego szwagra, który gratisowo daje mu małą, przezroczystą tabletkę, mającą uwolnić jego potencjał umysłowy. Tabletka działa i Eddie uświadamia sobie to, co sugeruje tytuł i Paktofonika - jest Bogiem. W ciągu jednego dnia zrobił więcej niż przez ostatnie kilka lat a wszystko nabrało nagle sensu. Narkotyki mają jednak to do siebie, że po jakimś czasie przestają działać. A Eddiemu spodobała się nowa, boska kreatywność.
Film jest niezły, jednak po seansie ma się wrażenie 'niewykorzystanego potencjału'. Dobre pomysły jak jazda na tripie mieszają się z nielogicznościami typu zachowanie policji lub z ułańską fantazją scenarzysty/reżysera - krew, stłuczka & zastawka na koniec. Nadzwyczaj dobre aktorstwo B. Coopera (o dziwo) miesza się z przeciętnym A. Cornish i niestety R. De Niro. Tempo nie siada, techniczna strona jak najbardziej poprawna a czołówka czy działanie NZT 48 może nie nowatorsko ale fajnie pokazane. No i ta melodia kiedy Eddie jest pod wpływem i 'kmini' - miodzio.
Filmy z niewykorzystanym potencjałem dzielę na te, które mimo wszystko fajnie się oglądało, bo plusy biorą górę nad minusami i na te, które ograniczyły się jedynie do fajnego pomysłu. Jestem Bogiem ląduje u mnie w pierwszej szufladzie, gdyż mimo fabularnych dziur i nierówności (założę się, że zakończenie zrodzi rzeszę haterów), broni się wykonaniem, klimacikiem ale przede wszystkim oryginalnym pomysłem wyjściowym, który aż prowokuje do fantazjowania. Trochę Pi, trochę Wall Street i utalentowanego Ripleya a wszystko polane sosem z Adrenaliny.
6/10
P.S. Przed seansem lepiej ustawić kodeks moralny w pozycji Off :wink:
Eddie jest pisarzem. Żyje w syfie, nie ma na czynsz, nie ma weny. Taki sympatyczny, 'hollywodzki looser'. Przypadkowo spotyka byłego szwagra, który gratisowo daje mu małą, przezroczystą tabletkę, mającą uwolnić jego potencjał umysłowy. Tabletka działa i Eddie uświadamia sobie to, co sugeruje tytuł i Paktofonika - jest Bogiem. W ciągu jednego dnia zrobił więcej niż przez ostatnie kilka lat a wszystko nabrało nagle sensu. Narkotyki mają jednak to do siebie, że po jakimś czasie przestają działać. A Eddiemu spodobała się nowa, boska kreatywność.
Film jest niezły, jednak po seansie ma się wrażenie 'niewykorzystanego potencjału'. Dobre pomysły jak jazda na tripie mieszają się z nielogicznościami typu zachowanie policji lub z ułańską fantazją scenarzysty/reżysera - krew, stłuczka & zastawka na koniec. Nadzwyczaj dobre aktorstwo B. Coopera (o dziwo) miesza się z przeciętnym A. Cornish i niestety R. De Niro. Tempo nie siada, techniczna strona jak najbardziej poprawna a czołówka czy działanie NZT 48 może nie nowatorsko ale fajnie pokazane. No i ta melodia kiedy Eddie jest pod wpływem i 'kmini' - miodzio.
Filmy z niewykorzystanym potencjałem dzielę na te, które mimo wszystko fajnie się oglądało, bo plusy biorą górę nad minusami i na te, które ograniczyły się jedynie do fajnego pomysłu. Jestem Bogiem ląduje u mnie w pierwszej szufladzie, gdyż mimo fabularnych dziur i nierówności (założę się, że zakończenie zrodzi rzeszę haterów), broni się wykonaniem, klimacikiem ale przede wszystkim oryginalnym pomysłem wyjściowym, który aż prowokuje do fantazjowania. Trochę Pi, trochę Wall Street i utalentowanego Ripleya a wszystko polane sosem z Adrenaliny.
6/10
P.S. Przed seansem lepiej ustawić kodeks moralny w pozycji Off :wink:
07-04-2011, 13:39






