Wczoraj powtórzyłem Godzillę Emmericha. Czuję wobec tego filmu sentyment, jak zresztą wobec prawie wszystkich filmów Niemca, ale... do ID4 to jednak jaszczur nie podskoczy.
Co prawda Godzilla ma wszystko, co lubię u Emmericha - to znaczy napierdalankę na wielką skalę z użyciem modeli i dość oszczędnego CGI - ale ma też gigantyczną wadę. Nie jest nią ani ogólna głupota, ani wciskanie raptorów do filmu o Godzilli itp. To wszystko można spokojnie przełknąć, tym bardziej że akcja jest piękna, a niektóre sceny mogłyby spokojnie stać się tak kultowe, jak wysadzanie budynków z ID4.
Problemem tego filmu są bohaterowie. A dokładniej fakt, że absolutnie wszyscy są postaciami, które w innych filmach funkcjonowałyby jako "comic relief". Emmerich od czasów Stargate lubi na pierwszy plan wypychać ciapowatego nerda (Spader, Goldblum, Broderick, Cusack), ale w jego wczesnych filmach nerd ma zawsze przeciwwagę w postaci jakiegoś twardziela (Russell, Smith). W Godzilli takiego twardziela brakuje - przez to trudno uznać powagę sytuacji i kimkolwiek się przejmować.
W Godzilli absolutnie wszyscy bohaterowie to postaci, które sprawdziłyby się na drugim i trzecim planie. Kogo tu mamy?
- ciapowatego, uroczego nerda w roli głównej
- ciapowatą, uroczą dziennikarkę w głównej roli żeńskiej
- uroczego, niezdarnie udającego Amerykanina francuskiego agenta, wraz z jego ciapowatą ekipą
- uroczego, ciapowatego kamerzystę
- ciapowaty duet paleontolożka + jej asystent
- ciapowatego, żarłocznego burmistrza i jego jeszcze bardziej ciapowatego asystenta
- ciapowatego, niezdarnego, jąkającego się sierżanta wspomagającego bohaterów od czasu do czasu
- ciapowatego (przynajmniej z wyglądu), obsadzonego chyba za blowjoba Kevina Dunna - w roli, którą powinien zagrać ktoś o prezencji Eastwooda. Serio - Kevin Dunn? Jako dowódca wojsk...? Poważnie?
Co za idiota wpadł na pomysł zrobienia filmu z takimi bohaterami? Ich trzecia część, gdzieś na ósmym planie, nawet by się sprawdziła - wprowadziliby między pełnymi napięcia scenami trochę luzu, którego oczekuję po produkcji Emmericha. Ale tych ciapowatych idiotów jest po prostu za dużo i odgrywają zbyt ważne role. I dlatego Godzilli daję 7/10. To dla mnie piękna, głupia, zabawna rozpierducha, niestety z drugim planem na pierwszym planie.
Co prawda Godzilla ma wszystko, co lubię u Emmericha - to znaczy napierdalankę na wielką skalę z użyciem modeli i dość oszczędnego CGI - ale ma też gigantyczną wadę. Nie jest nią ani ogólna głupota, ani wciskanie raptorów do filmu o Godzilli itp. To wszystko można spokojnie przełknąć, tym bardziej że akcja jest piękna, a niektóre sceny mogłyby spokojnie stać się tak kultowe, jak wysadzanie budynków z ID4.
Problemem tego filmu są bohaterowie. A dokładniej fakt, że absolutnie wszyscy są postaciami, które w innych filmach funkcjonowałyby jako "comic relief". Emmerich od czasów Stargate lubi na pierwszy plan wypychać ciapowatego nerda (Spader, Goldblum, Broderick, Cusack), ale w jego wczesnych filmach nerd ma zawsze przeciwwagę w postaci jakiegoś twardziela (Russell, Smith). W Godzilli takiego twardziela brakuje - przez to trudno uznać powagę sytuacji i kimkolwiek się przejmować.
W Godzilli absolutnie wszyscy bohaterowie to postaci, które sprawdziłyby się na drugim i trzecim planie. Kogo tu mamy?
- ciapowatego, uroczego nerda w roli głównej
- ciapowatą, uroczą dziennikarkę w głównej roli żeńskiej
- uroczego, niezdarnie udającego Amerykanina francuskiego agenta, wraz z jego ciapowatą ekipą
- uroczego, ciapowatego kamerzystę
- ciapowaty duet paleontolożka + jej asystent
- ciapowatego, żarłocznego burmistrza i jego jeszcze bardziej ciapowatego asystenta
- ciapowatego, niezdarnego, jąkającego się sierżanta wspomagającego bohaterów od czasu do czasu
- ciapowatego (przynajmniej z wyglądu), obsadzonego chyba za blowjoba Kevina Dunna - w roli, którą powinien zagrać ktoś o prezencji Eastwooda. Serio - Kevin Dunn? Jako dowódca wojsk...? Poważnie?
Co za idiota wpadł na pomysł zrobienia filmu z takimi bohaterami? Ich trzecia część, gdzieś na ósmym planie, nawet by się sprawdziła - wprowadziliby między pełnymi napięcia scenami trochę luzu, którego oczekuję po produkcji Emmericha. Ale tych ciapowatych idiotów jest po prostu za dużo i odgrywają zbyt ważne role. I dlatego Godzilli daję 7/10. To dla mnie piękna, głupia, zabawna rozpierducha, niestety z drugim planem na pierwszym planie.
17-04-2011, 08:42






