1408 - po pierwszych 40 minutach, robiąc przerwę na kibelek, powiedziałem "ależ ten film jest zajebisty, ale to King, więc zaraz pewnie coś go spier...". Miałem rację. Z mega-klimatycznego, wciągającego horroru robi się typowa kingowa bzdura, którą ktoś z talentem Darabonta może pokazałby w ciekawy sposób (choć podejrzewam że ktoś z talentem Darabonta wiedziałby, że to akurat opowiadanie nie nadaje się do ekranizacji). Niepotrzebny przesyt efektami specjalnymi, niepotrzebne "uatrakcyjnianie" filmu milionem różnych zjawisk paranormalnych, muzyka rodem z filmu Baya a nie horroru... Świetny początek przeradza się w kaszanę. 5/10
Amityville (2005) - nic tak nie buduje klimatu horroru osadzonego w latach 70., jak widok przypakowanego, wydepilowanego modela znanego głównie z komedii. O dziwo Ryan Reynolds jest chyba najlepszym elementem tej kaszany. O ile początek - znów - był ciekawy, o tyle później film zarżnęły typowo Bayowskie pierdoły (bo to film od pieprzonego Platinum Dunes): padaczkowy montaż, niepasująca do klimatu muzyka, tanie efekciarstwo i różne "cool" elementy, które pasują do horroru jak pięść do nosa. Nienawidzę tych współczesnych filmów "grozy", których reżyserzy myślą że zmontowanie w dwie sekundy czterdziestu ujęć i podłożenie do nich ostrej muzy wywołuje w kimkolwiek przerażenie. Wszystko wygląda tu sztucznie, młodzieżowo, a jeśli scenariusz - jak w tym przypadku - jest zbyt poważny, trzeba go upstrzyć efekciarskimi patentami, takimi jak w ostatniej scenie. 3/10
Amityville (2005) - nic tak nie buduje klimatu horroru osadzonego w latach 70., jak widok przypakowanego, wydepilowanego modela znanego głównie z komedii. O dziwo Ryan Reynolds jest chyba najlepszym elementem tej kaszany. O ile początek - znów - był ciekawy, o tyle później film zarżnęły typowo Bayowskie pierdoły (bo to film od pieprzonego Platinum Dunes): padaczkowy montaż, niepasująca do klimatu muzyka, tanie efekciarstwo i różne "cool" elementy, które pasują do horroru jak pięść do nosa. Nienawidzę tych współczesnych filmów "grozy", których reżyserzy myślą że zmontowanie w dwie sekundy czterdziestu ujęć i podłożenie do nich ostrej muzy wywołuje w kimkolwiek przerażenie. Wszystko wygląda tu sztucznie, młodzieżowo, a jeśli scenariusz - jak w tym przypadku - jest zbyt poważny, trzeba go upstrzyć efekciarskimi patentami, takimi jak w ostatniej scenie. 3/10
19-05-2011, 10:07






