SPOJLERY!!!SPOJLERY!!!SPOJLERY!!!
Wczoraj wieczorem obejrzałem. W sumie to taki fajno-głupi film. Prolog niepotrzebny. Powracający natrętnie sen, w którym widzimy tort udekorowany świecami oraz sylwetkę tej zmarłej córki, co ginie na początku przebita kijem, niezbyt komponuje się z resztą. Dla mnie to po prostu zwykły zapychacz, wata, służąca rzekomo wzbogaceniu profilu psychologicznego bohaterki. Fuszerka. Z wiarygodnością psychologiczną postaci nie jest zresztą za dobrze. Jakoś nie wierzę, by w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia - a z taką to sytuacją mamy niewątpliwie do czynienia w filmie - człowiek trwonił czas i energię witalną na jakieś tam wypytywanki tudzież planowanie zemsty. Głupie to było. Bzdura numer 2 - jedna laska łamie nogę (złamanie otwarte), a druga laska wpycha jej kość z powrotem do rany. Bez komentarza. Co gorsza, ta laska ze strzaskaną nogą nawet nie traci przytomności z bólu. Bee.
Aha, nie wiem, o co wam chodzi, gdy czepiacie się wyglądu tych stworków - momentami potrafiły przestraszyć. Ogólnie to najmocniejszy punkt filmu. Reżyserowi, ew. panu/pani od charakteryzacji należy się plusik w dzienniczku. Gorzej z zachowaniem tych maszkaronów gotyckich - rozumiem, że długotrwałe przebywanie w jaskiniach wpływa negatywnie na ostrość widzenia, ale ubytki wzrokowe winny zostać zrekompensowane wzmożoną aktywnością pozostałych zmysłów, dajmy na to węchu i słuchu. A w filmie widzimy, jak jeden z tych "rzygaczy" staje obok dwóch lasek (one ani mru-mru, ani szu-szu, bo wcześniej wyczaiły, że potworki nie rejestrują ruchu) i zaczyna węszyć: kręci łbem to w lewo, to w prawo, nasłuchuje, po czym idzie w długą. No ja tego nie kupuję - jeśli decydujemy się na taki pomysł, to trzeba być konsekwentnym do samego końca: rekin wyczuje kroplę krwi na odległość dwóch kilometrów, a ja mam uwierzyć, że te stworzenia, które uniknęły kamer Discovery przez miliony lat, nie wychwycą zapachu mydła/ludzkiego potu/subtelnej woni perfum czy też nie wyłapią bicia serca albo coś? Bez jaj, panie reżyser.
Trzy słowa o zakończeniu - myślałem, że ta laska znajdzie wyjście. A tu "zaskoczenie' - nie znalazła. Zanosi się więc na drugą część, tym razem z udziałem amerykańskich marines, którzy zejdą spenetrować jaskinię, objuczeni działkami plazmowymi.
Film Maszala powinien nosić tytuł "Dupy w kaskach - zejście do piekła". A jako motto widziałbym cytat z Nietzschego - "Jeśli patrzysz w otchłań to blebleble" :)
Wczoraj wieczorem obejrzałem. W sumie to taki fajno-głupi film. Prolog niepotrzebny. Powracający natrętnie sen, w którym widzimy tort udekorowany świecami oraz sylwetkę tej zmarłej córki, co ginie na początku przebita kijem, niezbyt komponuje się z resztą. Dla mnie to po prostu zwykły zapychacz, wata, służąca rzekomo wzbogaceniu profilu psychologicznego bohaterki. Fuszerka. Z wiarygodnością psychologiczną postaci nie jest zresztą za dobrze. Jakoś nie wierzę, by w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia - a z taką to sytuacją mamy niewątpliwie do czynienia w filmie - człowiek trwonił czas i energię witalną na jakieś tam wypytywanki tudzież planowanie zemsty. Głupie to było. Bzdura numer 2 - jedna laska łamie nogę (złamanie otwarte), a druga laska wpycha jej kość z powrotem do rany. Bez komentarza. Co gorsza, ta laska ze strzaskaną nogą nawet nie traci przytomności z bólu. Bee.
Aha, nie wiem, o co wam chodzi, gdy czepiacie się wyglądu tych stworków - momentami potrafiły przestraszyć. Ogólnie to najmocniejszy punkt filmu. Reżyserowi, ew. panu/pani od charakteryzacji należy się plusik w dzienniczku. Gorzej z zachowaniem tych maszkaronów gotyckich - rozumiem, że długotrwałe przebywanie w jaskiniach wpływa negatywnie na ostrość widzenia, ale ubytki wzrokowe winny zostać zrekompensowane wzmożoną aktywnością pozostałych zmysłów, dajmy na to węchu i słuchu. A w filmie widzimy, jak jeden z tych "rzygaczy" staje obok dwóch lasek (one ani mru-mru, ani szu-szu, bo wcześniej wyczaiły, że potworki nie rejestrują ruchu) i zaczyna węszyć: kręci łbem to w lewo, to w prawo, nasłuchuje, po czym idzie w długą. No ja tego nie kupuję - jeśli decydujemy się na taki pomysł, to trzeba być konsekwentnym do samego końca: rekin wyczuje kroplę krwi na odległość dwóch kilometrów, a ja mam uwierzyć, że te stworzenia, które uniknęły kamer Discovery przez miliony lat, nie wychwycą zapachu mydła/ludzkiego potu/subtelnej woni perfum czy też nie wyłapią bicia serca albo coś? Bez jaj, panie reżyser.
Trzy słowa o zakończeniu - myślałem, że ta laska znajdzie wyjście. A tu "zaskoczenie' - nie znalazła. Zanosi się więc na drugą część, tym razem z udziałem amerykańskich marines, którzy zejdą spenetrować jaskinię, objuczeni działkami plazmowymi.
Film Maszala powinien nosić tytuł "Dupy w kaskach - zejście do piekła". A jako motto widziałbym cytat z Nietzschego - "Jeśli patrzysz w otchłań to blebleble" :)
23-12-2006, 16:44






