noo. w koncu obejrzalem. i nawet szczegolnie sie nie zawiodlem, chociaz ciezko tu mowic o egzaltacji, bo pojedyncze sceny tak obsysaja, ze az slychac siorbanie ;)
ale ogolne wrazenie jest zdecydowanie pozytywne. najlepsza jest oczywiscie scena w ministerstwie, odpowiednio mroczna i prawie mozna wyczuc ten klimat beznadzei i cala spontanicznosc akcji (choc i tu wkrada sie glupota, kiedy to eliksir przestaje działać i cala trojka stoi sobie w ministerstwie i przez dluzszy czas nikt z przechodzacych obok pracowników nie potrafi rozpoznac wroga publicznego nr 1, lol). sceny biwakowe tez sa w porzadku, calkiem niezle ukazana jest chwila normalnosci - tanca harrego i hermiony, po odejsciu Rona, notabene jest to scena odautorska niewystepujaca w ksiazce, tak wiec wielki plus.
najwiekszym minusem filmu jest fakt, ze potencjal nie jest wykorzystany w stu procentach, mimo podzielu na dwie czesci - sceny, ktore w książce sa mega dramatyczne( na dworze malfoyow, w dolinie godryka, u lovegooda)w filmie odarte sa w wiekszym stopniu z tego dramatyzmu, na rzecz jakichs tanich emocji i widowiskowosci. i najwiekszy minus calej serii, począwszy od fatalnej czwartej czesci, bo wtedy postacie zaczely sie rozwijac, zyskiwac "szerszy" wymiar - totalne rozminiecie się charakterów i osobowosci, a takze ogolnych wizji książkowych i filmowych bohaterów. tak wiec w filmie harry jest totalna p***ą, prawiaca banaly na prawo i lewo, Ron jest klaunem, postacia tylko i wylacznie humorystyczna (okej, w filmie jest i klotnia jego i harrego, ale tak dennej klotni to ja dawno nie widzialem) - w ksiazce moze jest podobnie, ale jego humor znacznie odbiega od tego plaskiego i dennego z filmu, ba, mozna wrecz powiedziec, ze ksiazkowy Ron jest na swoj sposob inteligentny. hermiona, jeszcze jakos daje rade, choc jej bystrość i lotnosc umyslu jest w filmie troche splycona.w sumie do kazdej wazniejszej postaci mozna by sie przyczepic, w tym i do Voldemorta, ktorego mroczny geniusz jest ledwie wyczuwalny. najgorsza jest zdecydowanie bellatriks - miotajaca sie bez sensu na prawo i lewo tępa histeryczka, zupelnie inna od tej ksiazkowej, wynisłej i smiertelnie niebezpiecznej pieknosci - taka potterowska Carsei :)
a no i klimat zaszczucia traci przez pare glupich bledów - harry, bedac poszukiwanym przez najniebezpieczniejsza istote na ziemi i jego rownie niebezpiecznych sprzymierzeńców wchodzi sobie jak gdyby nigdy nic, bez zadnych srodkow bezpieczenstwa w postaci eliksiru wielosokowego (analogiczna sytuacja jest takze na slubie) do doliny godryka , bedaca dla niego bardzo waznym miejscem, a wiec miejscem gdzie jego potencjalna wizyta byla raczej do przewidzenia :? i skad wzieli sie smierciozercy po akcji u Lovegooda, bo to nie zostalo wyjasnione???
generalnie srednio co 10 minut strzelalem mega fejspalma, ale mimo wszystko film daje rade. scenarzysci poradzili sobie calkiem sprawie z pietnem beznadziejnej szostej czesci, ktora pewnie bardzo utrudniala im zadaniei napsula krwii. mowie tu totalnie powierzchownym potraktowaniu sprawy horkruksow w szostej czesci na rzecz ckliwych romansów. za to nie poradzili sobie z dialogami, ktore momentami sa po prostu fatalne. dla przykladu:
-jestes...wyjątkowa.
-nie, to tylko analiza logiczna, ktora pozwala pozwolnie nieistotne detale postrzegac w zupelnie innej perspektywie
az uslyszalem skumulolololwanego fejspalma z sali kinowej (ogladalem wersje TS) :)
nie mniej jednak, jak pisalem, film pozostawia pozytywne wrazenie, jest znacznie lepszy od beznadziejnego Ksiącia Półkrwii i mojego najgorszego filmwego doswiadczenia, po ktorym mialem mysli samobojcze - czyli Czary Ognia :)
6/10
ale ogolne wrazenie jest zdecydowanie pozytywne. najlepsza jest oczywiscie scena w ministerstwie, odpowiednio mroczna i prawie mozna wyczuc ten klimat beznadzei i cala spontanicznosc akcji (choc i tu wkrada sie glupota, kiedy to eliksir przestaje działać i cala trojka stoi sobie w ministerstwie i przez dluzszy czas nikt z przechodzacych obok pracowników nie potrafi rozpoznac wroga publicznego nr 1, lol). sceny biwakowe tez sa w porzadku, calkiem niezle ukazana jest chwila normalnosci - tanca harrego i hermiony, po odejsciu Rona, notabene jest to scena odautorska niewystepujaca w ksiazce, tak wiec wielki plus.
najwiekszym minusem filmu jest fakt, ze potencjal nie jest wykorzystany w stu procentach, mimo podzielu na dwie czesci - sceny, ktore w książce sa mega dramatyczne( na dworze malfoyow, w dolinie godryka, u lovegooda)w filmie odarte sa w wiekszym stopniu z tego dramatyzmu, na rzecz jakichs tanich emocji i widowiskowosci. i najwiekszy minus calej serii, począwszy od fatalnej czwartej czesci, bo wtedy postacie zaczely sie rozwijac, zyskiwac "szerszy" wymiar - totalne rozminiecie się charakterów i osobowosci, a takze ogolnych wizji książkowych i filmowych bohaterów. tak wiec w filmie harry jest totalna p***ą, prawiaca banaly na prawo i lewo, Ron jest klaunem, postacia tylko i wylacznie humorystyczna (okej, w filmie jest i klotnia jego i harrego, ale tak dennej klotni to ja dawno nie widzialem) - w ksiazce moze jest podobnie, ale jego humor znacznie odbiega od tego plaskiego i dennego z filmu, ba, mozna wrecz powiedziec, ze ksiazkowy Ron jest na swoj sposob inteligentny. hermiona, jeszcze jakos daje rade, choc jej bystrość i lotnosc umyslu jest w filmie troche splycona.w sumie do kazdej wazniejszej postaci mozna by sie przyczepic, w tym i do Voldemorta, ktorego mroczny geniusz jest ledwie wyczuwalny. najgorsza jest zdecydowanie bellatriks - miotajaca sie bez sensu na prawo i lewo tępa histeryczka, zupelnie inna od tej ksiazkowej, wynisłej i smiertelnie niebezpiecznej pieknosci - taka potterowska Carsei :)
a no i klimat zaszczucia traci przez pare glupich bledów - harry, bedac poszukiwanym przez najniebezpieczniejsza istote na ziemi i jego rownie niebezpiecznych sprzymierzeńców wchodzi sobie jak gdyby nigdy nic, bez zadnych srodkow bezpieczenstwa w postaci eliksiru wielosokowego (analogiczna sytuacja jest takze na slubie) do doliny godryka , bedaca dla niego bardzo waznym miejscem, a wiec miejscem gdzie jego potencjalna wizyta byla raczej do przewidzenia :? i skad wzieli sie smierciozercy po akcji u Lovegooda, bo to nie zostalo wyjasnione???
generalnie srednio co 10 minut strzelalem mega fejspalma, ale mimo wszystko film daje rade. scenarzysci poradzili sobie calkiem sprawie z pietnem beznadziejnej szostej czesci, ktora pewnie bardzo utrudniala im zadaniei napsula krwii. mowie tu totalnie powierzchownym potraktowaniu sprawy horkruksow w szostej czesci na rzecz ckliwych romansów. za to nie poradzili sobie z dialogami, ktore momentami sa po prostu fatalne. dla przykladu:
-jestes...wyjątkowa.
-nie, to tylko analiza logiczna, ktora pozwala pozwolnie nieistotne detale postrzegac w zupelnie innej perspektywie
az uslyszalem skumulolololwanego fejspalma z sali kinowej (ogladalem wersje TS) :)
nie mniej jednak, jak pisalem, film pozostawia pozytywne wrazenie, jest znacznie lepszy od beznadziejnego Ksiącia Półkrwii i mojego najgorszego filmwego doswiadczenia, po ktorym mialem mysli samobojcze - czyli Czary Ognia :)
6/10
02-06-2011, 20:44 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-06-2011, 20:52 przez Bartholomew.)





