Fincher? Niewątpliwe to niepokorny mistrz obrazu, z małym zacięciem artystycznym - tak bym go w skrócie ujął. Potrafi zaskoczyć na poziomie dramaturgii (Se7en), popłynąć pod prąd (Zodiak - cud, miód i orzeszki), zrobić ciekawy ideowo i odjechany realizatorsko obraz (Fight Club). Zrobił też przecież najlepszą część kultowej sagi s-f (Alien 3), technicznie perfekcyjny thriller (Azyl), wreszcie wycisnął z pomysłu wyjściowego taki film, że galoty same spadają (The Social Network). No i Benjamin Button, kino lżejsze i właściwie dla każdego, także bardzo mi podeszło. David to mistrz i basta!
P.S. W tym bogactwie zapomniałem (!) o Grze, chyba jedynym filmie, który w finale wyrolował mnie dwa razy :>
P.S. W tym bogactwie zapomniałem (!) o Grze, chyba jedynym filmie, który w finale wyrolował mnie dwa razy :>
03-06-2011, 13:41 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-06-2011, 13:54 przez Anielski_Pyl.)





