Jeszcze jedna uwaga wobec Paula:
film zawodzi totalnie, bo wszystko się dzieje wokół postaci, a one same - poza Ruth - są napisane na jedno kopyto i absolutnie się nie zmieniają. Pegg i Frost grają w zasadzie tego samego gościa - ich postaci NICZYM się nie różnią, poza oczywiście wyglądem. Nie ma standardowego podziału na Pegga-nerda i Frosta-debila. Nie ma ŻADNEGO podziału - obaj aktorzy mogliby się zamienić rolami, jeden mógłby mówić kwestie drugiego - i nie miałoby to żadnego wpływu na scenariusz. A szkoda, bo jak zauważyła moja żona, fajnie byłoby gdyby w choć jednym filmie ci dwaj zamienili się rolami - Frost robiłby za inteligenta, a Pegg za totalnego idiotę. To byłaby miła odmiana.
Inne postaci są puste w nieco inny sposób - są po prostu jednowymiarowe. Agenci to typowe comic-reliefy, którzy, podobnie jak CR-y w innym filmie który niedawno zjechałem (nie pamiętam którym) - uzupełniają obsadę składającą się WYŁĄCZNIE z comic reliefów. Już mniejsza z tym, że są nieśmieszni - to jeszcze bardziej uproszczone wersje Pegga i Frosta.
A propos - skoro niby to nie miała być zwykła, ordynarna komedia pełna żartów, z których można się po prostu pośmiać (nie wiem co jest złego w tym, że komedia jest śmieszna, ale to im akurat wyszło - żaden żart nie bawi) - to czemu tyle tutaj postaci które mają nas tylko i wyłącznie rozbawić? Żeby wspomnieć tylko Pegga, Frosta, ich koleżankę, Paula, Sigou... ehm, tajemnicze cameo, dwóch agentów, czy postaci trzecioplanowe, takie jak pisarz. Czemu tak dużo tu dowcipów, którym jednak brakuje puenty? Gdyby to był po prostu feel-good movie, raczej nie miałby scen ze szczaniem w gacie, dowcipów o długości penisa kosmity, nieustannych aluzji do gejów itp. Za dużo tu nieudanych żartów, żebym usprawiedliwiał brak dowcipu w filmie założeniami twórców. To jest komedia - po prostu nieśmieszna. I tyle.
film zawodzi totalnie, bo wszystko się dzieje wokół postaci, a one same - poza Ruth - są napisane na jedno kopyto i absolutnie się nie zmieniają. Pegg i Frost grają w zasadzie tego samego gościa - ich postaci NICZYM się nie różnią, poza oczywiście wyglądem. Nie ma standardowego podziału na Pegga-nerda i Frosta-debila. Nie ma ŻADNEGO podziału - obaj aktorzy mogliby się zamienić rolami, jeden mógłby mówić kwestie drugiego - i nie miałoby to żadnego wpływu na scenariusz. A szkoda, bo jak zauważyła moja żona, fajnie byłoby gdyby w choć jednym filmie ci dwaj zamienili się rolami - Frost robiłby za inteligenta, a Pegg za totalnego idiotę. To byłaby miła odmiana.
Inne postaci są puste w nieco inny sposób - są po prostu jednowymiarowe. Agenci to typowe comic-reliefy, którzy, podobnie jak CR-y w innym filmie który niedawno zjechałem (nie pamiętam którym) - uzupełniają obsadę składającą się WYŁĄCZNIE z comic reliefów. Już mniejsza z tym, że są nieśmieszni - to jeszcze bardziej uproszczone wersje Pegga i Frosta.
A propos - skoro niby to nie miała być zwykła, ordynarna komedia pełna żartów, z których można się po prostu pośmiać (nie wiem co jest złego w tym, że komedia jest śmieszna, ale to im akurat wyszło - żaden żart nie bawi) - to czemu tyle tutaj postaci które mają nas tylko i wyłącznie rozbawić? Żeby wspomnieć tylko Pegga, Frosta, ich koleżankę, Paula, Sigou... ehm, tajemnicze cameo, dwóch agentów, czy postaci trzecioplanowe, takie jak pisarz. Czemu tak dużo tu dowcipów, którym jednak brakuje puenty? Gdyby to był po prostu feel-good movie, raczej nie miałby scen ze szczaniem w gacie, dowcipów o długości penisa kosmity, nieustannych aluzji do gejów itp. Za dużo tu nieudanych żartów, żebym usprawiedliwiał brak dowcipu w filmie założeniami twórców. To jest komedia - po prostu nieśmieszna. I tyle.
20-06-2011, 21:59






