(12-07-2011, 18:19)Gieferg napisał(a): Ciekawe tylko, że zazwyczaj to własnie kino pokroju Transformers jest zjeżdżane w prostacki, czy wręcz chamski sposób (często wiążacy się z jechaniem po tych, którzy lubią taki film obejrzeć), który jak najgorzej świadczy o tych, którzy krytykują (czasem nawet bez oglądania filmu). I nie mówię w tym momencie o Tobie.
Dziwisz się takim reakcjom, skoro to nieoglądalna kupa? Bo ja nie. Dziwię się za to reakcjom obronnym, który za główny zarzut biorą schemat: "czego się spodziewałeś, Antonioniego?", tudzież "Chciałem jedynie rozwałki i to dostałem". Bo nie o to chodzi, żeby film rozrywkowy był mądry, głęboki i w ogóle - od tego są inne filmy. A z głupich, fajnych rozwałek wystarczy przywołać choćby radosne lata 80 i takie perełki, jak chociażby "Cobra" czy "Commando", czyli filmy wręcz prostackie pod względem fabuły, a często i logiki w tejże mocno brakuje. Ale jest coś, co odróżnia tamte produkcje od trylogii Baya i nie jest to bynajmniej nostalgia za minioną epoką. Tym czymś są EMOCJE.
Stallone wsiada na swój motocykl i siecze złych ludzi jeszcze bardziej złego gangu, a Schwarzenegger zabija setki najemników za pomocą pił, karabinów i noża, bo porwali mu córkę. I ja to kupuję - głupie, z dzisiejszej perspektywy pod wieloma względami archaiczne, ale kupuję, bo są tam emocje. A tego właśnie od kina oczekuję, żeby mnie emocjonowało w trakcie dostarczania tejże rozrywki - w innym wypadku why bother w ogóle z domu wychodzić. Ciebie jarają tłuczące się między sobą bezduszne robociki i git. Twoja sprawa. Ale nie dziw się proszę, że ludzie spuszczają gromy na to... hmm gówno, mówiąc dosadnie, skoro jedyną dostarczaną przezeń emocją jest facepalm i lub zażenowanie samą obecnością na sali. Nie dziw się, że ludziom się nie podoba i że mówią jak debilny to jest film (a jest), bo też i cóż może być aż tak super mega ultra hiper w CGI, które tłucze po łbie drugie CGI, a ty i tak masz wyjebane na to, kto wygra? Emocji w tym żadnych, a że ładnie rozwalany jest jakiś budynek? Cóż, niby de gustibus, etc. ale od tych kilku minut walącego się CGI budynku pośród nieoglądalnej kupy wolałbym sobie po raz n-ty zaserwować choćby i Twierdzę, popatrzeć za okno przez kilka minut, nie myśląc przy tym zupełnie, albo nawet i w lustro - i za każdym razem lepiej bym na tym wyszedł. :)
Więc tak, pod pewnym względem TF-y to jest wsteczny bieg dla kina rozrywkowego (brrr, w sumie samo to stwierdzenie to oksymoron, bo kino od urodzenia jest rozrywką, no ale ok, tak się przyjęło). Następnym przystankiem będzie zapewne to, czym kilka lat temu dla tzw. sztuki i muzeów, było to (notabene często wyśmiewane w filmach właśnie, choć bardziej w postaci kupy - patrz choćby 500 days of Summer):
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
13-07-2011, 03:48 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-07-2011, 03:50 przez Mefisto.)





