Oglądając TRON: Legacy muszę przyznać że nie miałem przyjemności oglądać filmu TRON z 1982 roku, więc realia i świat tego universum nie był mi w ogóle znany. Sama fabuła jest prosta i dość przeciętna, ale nie o nią tu głównie chodzi. TRON: Legacy to głównie klimat i efekty. Film wizualnie prezentuje się naprawdę rewelacyjnie, jest po prostu mrocznie z wyraźnym podkreśleniem neonowo błękitnych, białych i pomarańczowych kolorów. Jednak to wszystko było by niczym, gdyby nie muzyka. Daft Punk swoim soundtrackiem po prostu miażdży, zresztą duet pojawia również w filmie w roli DJ-ów. Utwór ''Derezzed'' stał się już niemal ikoną dla tego filmu, warto jednak nie zapominać o innych równie świetnych utworach które się pojawiają. Mam na myśli Armory, Castor, Arena, Outlands , End of Line i wreszcie The Son of Flynn. Że o pojawiającym się Sweet Dreams (Are Made of This) i Separate Ways (Worlds Apart) nie wspomnę nawet. Z postaci chyba najbardziej podobał mi się bezwzględny Clu 2.0 (swoją drogą świetnie odmłodzony o niemal 30 lat Jeff Bridges). Ekspresyjny i zwariowany Zuse, Kevin Flynn którego marzenie legło w gruzach. I wreszcie Rinzler, ze swoimi akrobacjami. TRON: Legacy to dla widza prawdziwa uczta wizualna i muzyczna. Szkoda tylko że film jest tak niedoceniony, moim zdaniem niespodziewane i miłe zaskoczenie roku 2010. Nie wiem jak wy, ale oglądając film przypomniały mi się stare dobre czasy gdy chodziło się do salonów gier by pograć na automatach. Mam nadzieje że doczekam się jeszcze sequela, chętnie bym go obejrzał nawet gdyby minusem była fabuła.
06-08-2011, 14:37 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-08-2011, 14:39 przez Kinomaniak.)





