Frailty - Podziękowania dla Millitary'ego za cynk :) Fabuła - do agenta FBI(Powers Boothe) tropiącego seryjnego mordercę zwraca się niejaki Fenton Meeks(Mefiu McConaughey), który twierdzi, że poszukiwaną "Ręką Boga" jest jego młodszy brat. Zainteresowany agent każe mu mówić dalej. Meeks wspomina dzieciństwo spędzone w cieniu ojca(Bill Paxton), którego pewnego dnia nawiedził i Bóg i zlecił krucjatę na ukryte w ludzkich ciałach demony.
I za to wszystko odpowiada szeregowy "Game over, man" Hudson. Szok! 10/10
Modlitwa za konających Widziałem kiedyś napis na murze w Derry: Czy jest życie przed śmiercią? Nie, film nie zaczyna się tym cytatem. Zaczyna się lepiej: Małe komando IRA instaluje ładunki wybuchowe przy drodze, w celu wyekspediowania przed oblicze Najwyższego brytyjskiego patrolu. Wojskowy wóz wyprzedza jednak szkolny autobus. Komando stoi jak wryte, w tle przygrywa kapitalna nuta:
nuta:
napięcie rośnie, rośnie...i następuje wybuch. Irlandczycy uciekają, jednego z nich trafiają kule. Wszystko to nakręcone bez słów, na surowo, bez żadnych zbliżeń.
Po czymś takim oczekiwałem kolejnych chwytających za gardło scen...które nie nastąpiły. Powoli, acz systematycznie z filmu zaczynała ulatniać się epa, a sceny w zamierzeniu dramatyczne stawały się komedią.
Tragedii na szczęście nie ma, film jest zdatny do oglądania, bardzo spodobał mi się też pewien myk z finału w kościele. Film mógłby jednak być nieporównanie lepszy(ten sam reżyser nakręcił ponoć rewelacyjny "Dopaść Cartera", a obsada - Hoskins, Rourke, Neeson, Alison "Elsa Schneider" Doody mogła dać z siebie duużo więcej), a tak mamy widowisko B-klasowe w negatywnym tego słowa znaczeniu.
Plus poniżej za rudowłosego Mickeya Rourke'a. Niecodzienny to widok.
6+/10
Werdykt Do zobaczenia tego filmu zachęciły mnie trzy nazwiska: Newman, Lumet i Mamet. I gdy go widziałem, niestety, większości wymienionych panów już nie było na świecie. Ale ad rem: Paul Newman(świetna, wyważona kreacja) gra Franka Galvina, adwokata z duuuużym problemem z alkoholem. Jego przyjaciel załatwia mu sprawę, w której łatwo i bezboleśnie można uzyskać lukratywną ugodę. W starym cyniku odzywa się jednak sumienie, i postanawia zmierzyć się z oskarżonymi na sali sądowej...
Tyle fabuła. Aktorsko jest prima sort - Newman dostał chyba nawet Oskara za tę rolę, a Charlotte Rampling, James Mason, i Jack Warden nie odstępują mu nawet na krok. Narracja jest spokojna, wielkich wybuchów emocji i twistów tutaj nie uświadczymy. Może to sugestia "od czapy", ale jeśli kiedyś Mann nakręci dramat sądowy, to myślę, że nie będzie się dużo różnić się od Werdyktu.
To klasyczny, oldskulowy film...a, niech stracę, dam mu 9/10
Miło byłoby zobaczyć ten tytuł w plebiscycie z eighties.
PS Świetna mowa końcowa.
Fireproof Quasi-telewizyjna kanadyjska produkcja stworzona w celach ewangelizacyjnych :) O dziwo ogląda się to to całkiem przyjemnie, mimo, iż aktorstwo w przeważającej części to poziom szkolnego teatrzyku.
Realizacja to w sumie też pół-amatorka, ale jakoś nie mam serca po nim jeździć.
5/10, bo spodziewałem się dużo większej kaszany.
Kto chce więcej konkretów niech czyta recenzję Don Vita: http://www.film.org.pl/prace/proba_ogniowa.html
I za to wszystko odpowiada szeregowy "Game over, man" Hudson. Szok! 10/10
Modlitwa za konających Widziałem kiedyś napis na murze w Derry: Czy jest życie przed śmiercią? Nie, film nie zaczyna się tym cytatem. Zaczyna się lepiej: Małe komando IRA instaluje ładunki wybuchowe przy drodze, w celu wyekspediowania przed oblicze Najwyższego brytyjskiego patrolu. Wojskowy wóz wyprzedza jednak szkolny autobus. Komando stoi jak wryte, w tle przygrywa kapitalna nuta:
nuta:
napięcie rośnie, rośnie...i następuje wybuch. Irlandczycy uciekają, jednego z nich trafiają kule. Wszystko to nakręcone bez słów, na surowo, bez żadnych zbliżeń.
Po czymś takim oczekiwałem kolejnych chwytających za gardło scen...które nie nastąpiły. Powoli, acz systematycznie z filmu zaczynała ulatniać się epa, a sceny w zamierzeniu dramatyczne stawały się komedią.
Tragedii na szczęście nie ma, film jest zdatny do oglądania, bardzo spodobał mi się też pewien myk z finału w kościele. Film mógłby jednak być nieporównanie lepszy(ten sam reżyser nakręcił ponoć rewelacyjny "Dopaść Cartera", a obsada - Hoskins, Rourke, Neeson, Alison "Elsa Schneider" Doody mogła dać z siebie duużo więcej), a tak mamy widowisko B-klasowe w negatywnym tego słowa znaczeniu.
Plus poniżej za rudowłosego Mickeya Rourke'a. Niecodzienny to widok.
6+/10
Werdykt Do zobaczenia tego filmu zachęciły mnie trzy nazwiska: Newman, Lumet i Mamet. I gdy go widziałem, niestety, większości wymienionych panów już nie było na świecie. Ale ad rem: Paul Newman(świetna, wyważona kreacja) gra Franka Galvina, adwokata z duuuużym problemem z alkoholem. Jego przyjaciel załatwia mu sprawę, w której łatwo i bezboleśnie można uzyskać lukratywną ugodę. W starym cyniku odzywa się jednak sumienie, i postanawia zmierzyć się z oskarżonymi na sali sądowej...
Tyle fabuła. Aktorsko jest prima sort - Newman dostał chyba nawet Oskara za tę rolę, a Charlotte Rampling, James Mason, i Jack Warden nie odstępują mu nawet na krok. Narracja jest spokojna, wielkich wybuchów emocji i twistów tutaj nie uświadczymy. Może to sugestia "od czapy", ale jeśli kiedyś Mann nakręci dramat sądowy, to myślę, że nie będzie się dużo różnić się od Werdyktu.
To klasyczny, oldskulowy film...a, niech stracę, dam mu 9/10
Miło byłoby zobaczyć ten tytuł w plebiscycie z eighties.
PS Świetna mowa końcowa.
Fireproof Quasi-telewizyjna kanadyjska produkcja stworzona w celach ewangelizacyjnych :) O dziwo ogląda się to to całkiem przyjemnie, mimo, iż aktorstwo w przeważającej części to poziom szkolnego teatrzyku.
Realizacja to w sumie też pół-amatorka, ale jakoś nie mam serca po nim jeździć.
5/10, bo spodziewałem się dużo większej kaszany.
Kto chce więcej konkretów niech czyta recenzję Don Vita: http://www.film.org.pl/prace/proba_ogniowa.html
29-08-2011, 00:35 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-08-2011, 00:38 przez Phlogiston2.)
Spoiler




