Wiesz, może nawet nie czepiałbym się pani naukowiec - bo chyba wyjaśnienie będzie takie, że odkryli coś w lodzie i poprosili o wsparcie naukowe, i dostali kobitkę, czyli jest świeża. Nie przeszkadzałoby mi też kopiowanie pomysłów. To znaczy przeszkadzałoby, ale nie bardziej niż w Predators. Film nadal mógłby być znośny, gdyby zachował ducha oryginału. A to oznacza atakowanie znienacka, śmierć dokonującą się zwykle poza kadrem, ciągłą niepewność. Potwór nie ujawniał się, bo chciał - a tutaj zachowuje się właśnie tak, byle bardziej efekciarsko. To jest zaprzeczenie idei Thinga, a nie fakt że jest babka, murzyn i skopiowane sceny.
20-09-2011, 11:50






