The Beaver - pomysł na film iście kuriozalny, ale dzięki Melowi oraz niezłej reżyserii Foster obraz broni się, chłonąłem go do ostatniej sekundy. Jedynie wątek synalka i jego dziewuchy wydaje się być zrobiony od linijki, tylko że Yelchin i Lawrence wycisnęli z tych postaci wszystko co się dało. W sumie to nie jest nawet komedia, tylko przerażający dramat kolesia, który chowa się za maskotką i tworzy dystans do siebie i rodziny. Pomijając trochę sztampowe zakończenie, mocne 8/10.
Bereavment - postHostelowa kiła, ciągnąca się jak ser na pizzy. Nie mam pojęcia jakim cudem reżyser chciał udanie rozciągnąć tak trywialny motyw jak tortury na godzinę i 45 minut, ale mu się zwyczajnie nie udało. Film przesycony jest niezłą dawką sadyzmu w stylu "wbiję ten nóż 30 razy w twoje ciało, a następnie poprawię jeszcze 15 razy", ale fabularnie i aktorsko leży od początku do sztampowej i beznadziejnej końcówki. Co najgorsze, jedną z głównych ról zagrał Michael Biehn i występ takiego kultowca w tym syfie ogląda się z bólem na sercu. Jego wątek kończy się beznadziejnie. Jedyną w zasadzie atrakcją są sterczące od zimna sutki dziewuchy, która przez pół seansu chodzi w lekkiej koszulce oraz kilka pojedynczych ujęć rodem z jakiegoś Teksańskiej masakry. Tak w ogóle to kolo który zrobił te film ma o sobie wysokie mniemanie. Otóż kilka lat temu zrobił jakiegoś tam tandetnego slashera dołączonego do Pani Domu, a teraz twierdzi że Bereavment to prequel. No nieźle.
1/10
Bereavment - postHostelowa kiła, ciągnąca się jak ser na pizzy. Nie mam pojęcia jakim cudem reżyser chciał udanie rozciągnąć tak trywialny motyw jak tortury na godzinę i 45 minut, ale mu się zwyczajnie nie udało. Film przesycony jest niezłą dawką sadyzmu w stylu "wbiję ten nóż 30 razy w twoje ciało, a następnie poprawię jeszcze 15 razy", ale fabularnie i aktorsko leży od początku do sztampowej i beznadziejnej końcówki. Co najgorsze, jedną z głównych ról zagrał Michael Biehn i występ takiego kultowca w tym syfie ogląda się z bólem na sercu. Jego wątek kończy się beznadziejnie. Jedyną w zasadzie atrakcją są sterczące od zimna sutki dziewuchy, która przez pół seansu chodzi w lekkiej koszulce oraz kilka pojedynczych ujęć rodem z jakiegoś Teksańskiej masakry. Tak w ogóle to kolo który zrobił te film ma o sobie wysokie mniemanie. Otóż kilka lat temu zrobił jakiegoś tam tandetnego slashera dołączonego do Pani Domu, a teraz twierdzi że Bereavment to prequel. No nieźle.
1/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
06-10-2011, 12:28 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-10-2011, 09:45 przez Snappik.)






