(27-10-2011, 13:35)Phil napisał(a): Jak mnie irytuje, jak ktoś za wszelką cenę chcę zamknąć w ramy gatunku, coś co z ram się wymyka : ).
To, że komrom opowiada o miłości szczerze, bez upiększeń i w prawdziwy sposób nie oznacza od razu, że przestaje być komromem. To rzygowinowy poziom taśmowo produkowanych filmów z tego gatunku w USA wytworzył stereotyp komedii romantycznych jako filmów głupich, przesłodzonych i pozbawionych jakiejkolwiek więzi z widzem. I jak się pojawia coś dobrego to od razu się twierdzi, że to nie komrom, bo to takie dobre i oryginalne. A to wciąż komrom - tylko, że dobry :)
(27-10-2011, 16:03)Mefisto napisał(a):(27-10-2011, 00:34)Rodia napisał(a): Ale głównym obiektem zainteresowania Armageddon nie jest miłość tylko wielki meteoryt, który chce pierdolnąć w Ziemię.
You are soooo wrong...
Możliwe, nie widziałem :P
(27-10-2011, 16:03)Mefisto napisał(a): W co drugim filmie masz miłość, więc może wszystkie wrzućmy do tego samego wora?
Dzizas krajst. Mówię o filmach, których GŁÓWNYM tematem jest miłość i które są stricte o niej, tak? Bo chyba o takich mówimy czy może coś przeoczyłem? :P
(27-10-2011, 16:03)Mefisto napisał(a): Filmem o miłości, ale NIE kom-romem. Tak samo jak i Annie Hall nim nie jest.
Director Webb has described the film as more of a "coming of age" story as opposed to a "rom-com". He stated, "We arrive at a different conclusion, for one thing. Plus, most romantic comedies are more loyal to a formula than to emotional truth. It's about happiness, and learning that you'll find it within yourself, rather than in the big blue eyes of the girl in the cubicle down the hall. I wanted to make an unsentimental movie and an uncynical movie. In my mind, I wanted it to be something you could dance to. That's why we put a parenthesis in the title - it's like a pop song in movie form. It's not a big film. It's not about war or poverty. It's about 500 days in a young guy's relationship, but it's no less deserving of scrutiny. When your heart is first broken, it consumes you. And it's an emotion I wanted to make a movie about, before I forgot how it felt".
Jak dla mnie różnica jest kosmetyczna i sam Webb nie przywiązuje do niej wagi. Oczywiście można się kłócić, ale ja nadal będę uparcie zaliczać "500 dni" jako komroma. Bardzo dobrego i nietypowego, ale wciąż komroma. Annie Hall zresztą też - ten film został nawet zaliczony przez AFI jako drugi najlepszy komrom w historii :)
27-10-2011, 21:06 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-10-2011, 21:07 przez Rodia.)





