Duma i uprzedzenie (Pride and Prejudice), 1940 r., reż. Robert Z. Leonard
Filmidełko. Komedyjka. Bagatelka. Tak mogę określić to ?wcielenie? powieści Jane Austin. Myślałam, że jak dotknę film, co dla niektórych sprzed wieków, to bardziej zbliżę się do epoki w której żyła pisarka. Nic bardziej mylnego. Stroje nie oddają klimatu czasów panny Bennet i pana Darcy'ego. Nie czuję tu w ogóle starej, poczciwej Anglii, pełnej wrzosowisk, a raczej mi to wszystko wygląda na stan Georgia w USA. Nie powinnam się może rzucać, bo za scenografię i dekorację wnętrz film otrzymał Oscara. Myślę jednak, że o wiele lepiej wyszłoby, gdyby twórcy przenieśli po prostu akcję do Ameryki i tam wykorzystali naturalne wnętrza, a nie starli się wmówić, że ?Wydarzyło się to w Starej Anglii, w miasteczku Meryton...?. Czyli w miasteczku stworzonym w jednej z hal wytwórni MGM.
Moja ocena 5/10
Filmidełko. Komedyjka. Bagatelka. Tak mogę określić to ?wcielenie? powieści Jane Austin. Myślałam, że jak dotknę film, co dla niektórych sprzed wieków, to bardziej zbliżę się do epoki w której żyła pisarka. Nic bardziej mylnego. Stroje nie oddają klimatu czasów panny Bennet i pana Darcy'ego. Nie czuję tu w ogóle starej, poczciwej Anglii, pełnej wrzosowisk, a raczej mi to wszystko wygląda na stan Georgia w USA. Nie powinnam się może rzucać, bo za scenografię i dekorację wnętrz film otrzymał Oscara. Myślę jednak, że o wiele lepiej wyszłoby, gdyby twórcy przenieśli po prostu akcję do Ameryki i tam wykorzystali naturalne wnętrza, a nie starli się wmówić, że ?Wydarzyło się to w Starej Anglii, w miasteczku Meryton...?. Czyli w miasteczku stworzonym w jednej z hal wytwórni MGM.
Moja ocena 5/10
29-11-2011, 10:03





