Średnią ocen przewyższył szwedzką adaptację, natomiast ma krztynę mniej pozytywnych recenzji. Nic to jednak, zapowiada się miodnie, zgodnie z oczekiwaniami.
Meanwhile in Poland...
http://www.filmweb.pl/reviews/Zimowa+opowie%C5%9B%C4%87-12230
What the fuck is this shit?
Z całym szacunkiem do p. Muszyńskiego, ale jak rozumiem za to inkasuje się teraz pieniądze?
Powszechny konsensus krytyków z zachodu zdaje się głosić zupełnie co innego. Rzecz nie w tym, że odmawiam mu prawa do własnego zdania, ale... Człowiek idzie pod prąd, zaprzecza dziesiątkom recenzji płynącym z zagranicy. Może i drastycznie zmieniono końcówkę, ale z tego co można wyczytać w tekstach wspomnianych krytyków, ta adaptacja jest znacznie wierniejsza książce, nie spłyca relacji między bohaterami i lepiej oddaje postać Lisbeth... Rapace to bardzo uzdolniona aktorka, ale poszła nieco w innym kierunku. Natomiast Lisbeth Mary jest ponoć jakby żywcem wyjęta z 'materiału źródłowego'. A czytając wypociny Muszyńskiego, coś mocno zaczyna zgrzytać. O ile Mara mogła go, powiedzmy, nie przekonać, to skąd on wziął ten tekst o odcięciu się od psychologii postaci, skoro wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazują, że jest lepiej niż w szwedzkiej adaptacji? Poza tym, to jest w ogóle recenzja? Rozbudowany komentarz nastawiony na prezentację warsztatu językowego, a w mniejszym stopniu solidna merytoryczna opinia?
Nie widziałem jeszcze filmu, liczę się z tym, że może mnie rozczarować, ale jak można traktować coś takiego poważnie? Teraz ten tekst będzie wyeksponowany jako główna recenzja, zacznie podżegać kolejnych hejterów, wciskać gimbusom argumenty w usta i znowu wszystko zacznie się nakręcać...
Nobody's touching my Mara!
Meanwhile in Poland...
http://www.filmweb.pl/reviews/Zimowa+opowie%C5%9B%C4%87-12230
What the fuck is this shit?
Z całym szacunkiem do p. Muszyńskiego, ale jak rozumiem za to inkasuje się teraz pieniądze?
Powszechny konsensus krytyków z zachodu zdaje się głosić zupełnie co innego. Rzecz nie w tym, że odmawiam mu prawa do własnego zdania, ale... Człowiek idzie pod prąd, zaprzecza dziesiątkom recenzji płynącym z zagranicy. Może i drastycznie zmieniono końcówkę, ale z tego co można wyczytać w tekstach wspomnianych krytyków, ta adaptacja jest znacznie wierniejsza książce, nie spłyca relacji między bohaterami i lepiej oddaje postać Lisbeth... Rapace to bardzo uzdolniona aktorka, ale poszła nieco w innym kierunku. Natomiast Lisbeth Mary jest ponoć jakby żywcem wyjęta z 'materiału źródłowego'. A czytając wypociny Muszyńskiego, coś mocno zaczyna zgrzytać. O ile Mara mogła go, powiedzmy, nie przekonać, to skąd on wziął ten tekst o odcięciu się od psychologii postaci, skoro wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazują, że jest lepiej niż w szwedzkiej adaptacji? Poza tym, to jest w ogóle recenzja? Rozbudowany komentarz nastawiony na prezentację warsztatu językowego, a w mniejszym stopniu solidna merytoryczna opinia?
Nie widziałem jeszcze filmu, liczę się z tym, że może mnie rozczarować, ale jak można traktować coś takiego poważnie? Teraz ten tekst będzie wyeksponowany jako główna recenzja, zacznie podżegać kolejnych hejterów, wciskać gimbusom argumenty w usta i znowu wszystko zacznie się nakręcać...
Nobody's touching my Mara!
21-12-2011, 23:36





