No i jestem po czwartym bodajże seansie. Rany, ale ten film się udał - nie przynudza, czuć ten klimat osaczenia i niepewności, każdy bohater* ma jakąś charakterystyczną cechę (czego nie można powiedzieć o pseudoprequelu), a efekty poza efektami brzucha, Palmera i poklatkowej macki nie zestarzały i budzą aż obrzydzenie u wrażliwszych. Bottin miał bodajże 21 lat jak to robił - a wy w tym wieku co robiliście? OK, wychodzą później takie głupotki jak ten stateczek w piwnicy, wychodzenie samopas gdy grasuje coś (tym bardziej, że do psiarni zleźli od razu wszyscy). I ten kretyński kapelusz MacReady'ego.
Soundtrack Ennio Morricone powala. Minimalistyczny, w większości jest cisza jak prawdziwym życiu, no i wpada w ucho.
I te niedomówienia. Co się stało u Norwegów(umówmy się, że nie ma prequela)? Kto będzie następną ofiarą? Czy Childes lub MacReady jest zainfekowany? Coś przetrwał? Dziś to pewnie w ostatnich sekundach bestia wyskoczyła by z jakimś wrzaskiem.
W sumie bohaterowie to niezłe ziółka, Windows od razu wkurza się, gdy wytyka mu się problemy z radiem, skaczą do siebie. I podoba mi się, że nawet nic nie wiemy - nie mamy zdjęć z rodzinami, przyjaciółmi (a musieli pewnie jakichś?), nie rozmawiają o nich. Jedynie tekst Gary'ego o Benningsie. I to wystarczy.
I jak widać można było obyć się bez kobiet (komputer i babki z "Idź na Całość" się nie liczą).
Zasłużone 8/10.
Teraz został mi tylko oryginalny "Coś" z 1951 r. I to nie w miotacz ognia muszę się uzbroić :).
Soundtrack Ennio Morricone powala. Minimalistyczny, w większości jest cisza jak prawdziwym życiu, no i wpada w ucho.
I te niedomówienia. Co się stało u Norwegów(umówmy się, że nie ma prequela)? Kto będzie następną ofiarą? Czy Childes lub MacReady jest zainfekowany? Coś przetrwał? Dziś to pewnie w ostatnich sekundach bestia wyskoczyła by z jakimś wrzaskiem.
W sumie bohaterowie to niezłe ziółka, Windows od razu wkurza się, gdy wytyka mu się problemy z radiem, skaczą do siebie. I podoba mi się, że nawet nic nie wiemy - nie mamy zdjęć z rodzinami, przyjaciółmi (a musieli pewnie jakichś?), nie rozmawiają o nich. Jedynie tekst Gary'ego o Benningsie. I to wystarczy.
I jak widać można było obyć się bez kobiet (komputer i babki z "Idź na Całość" się nie liczą).
Zasłużone 8/10.
Teraz został mi tylko oryginalny "Coś" z 1951 r. I to nie w miotacz ognia muszę się uzbroić :).
22-12-2011, 23:26





