Flowers of War - to drugi film o masakrze nanskińskiej, jaki widziałem. Tym razem wszystko skupia się na kościele i ludziach, którzy się w nim chronią i co tu dużo mówić, jest dobrze. Uczennice są przedstawione jako przeciętne, młode dziewczynki, a Bale jako Amerykanin pracujący w Chinach w czasie wojny japońsko-chińskiej daje niezły popis swoich umiejętności, chociaż mniej więcej w połowie filmu jakoś trafi na sile jego gra.
Początek w każdym razie jest rewelacyjny, Bale ma w dupie każdego, chleje wino, chce pieniędzy, podrywa dziewczyny i chce się wynieść jak najszybciej z tego piekła. No i jego koślawy chiński jest fajny, bo w przeciwieństwie do pozostałych aktorów nie mówi niczym po szkole językowej z cholernie mocarnym akcentem który nijak nie pasuje do postaci.
Sceny batalistyczne oczywiście na doskonałym poziomie, zdjęcia trochę słabują (zupełnie nietrafione moim zdaniem slomo w kilku ujęciach), również i narracja z offu drażni, ale da się wytrzymać. Film jest po prostu dobry, no, chociaż w tej tematyce Nanjing! Nanjing! jest dużo lepszy.
![[Obrazek: kopiawall.png]](http://img444.imageshack.us/img444/6811/kopiawall.png)
7/10
Początek w każdym razie jest rewelacyjny, Bale ma w dupie każdego, chleje wino, chce pieniędzy, podrywa dziewczyny i chce się wynieść jak najszybciej z tego piekła. No i jego koślawy chiński jest fajny, bo w przeciwieństwie do pozostałych aktorów nie mówi niczym po szkole językowej z cholernie mocarnym akcentem który nijak nie pasuje do postaci.
Sceny batalistyczne oczywiście na doskonałym poziomie, zdjęcia trochę słabują (zupełnie nietrafione moim zdaniem slomo w kilku ujęciach), również i narracja z offu drażni, ale da się wytrzymać. Film jest po prostu dobry, no, chociaż w tej tematyce Nanjing! Nanjing! jest dużo lepszy.
![[Obrazek: kopiawall.png]](http://img444.imageshack.us/img444/6811/kopiawall.png)
7/10
01-03-2012, 16:19






