Łowcy głów - norweska sensacja wg powiesci Jo Nesbo.
Roger Brown jest korporacyjnym headhunterem. Ma piękną żonę i duży dom, i żeby utrzymać jedno i drugie specjalizuje się w kradzieżach dzieł sztuki. Wkrótce namierza zaginiony obraz Rubensa należący do byłego executive'a firmy elektronicznej, który okazuje się być również eks-żołnierzem. A ten nie tak łatwo zrezygnuje ze swojej własności.
Po Skandynawach można było się spodziewać kolejnego kryminału a'la Stieg Larrson, bądź "Wallander", tymczasem "Łowcy głów" to nastawiony na akcję i czarny humor sensacyjniak, który ogląda się całkiem nieźle. Film jest sprawnie zrobiony i bywa zaskakujący, choć niepozbawiony dziur logicznych i łopatologii (ostatnie 5 minut!). Zaletą jest też wspomniany czarny humor, który równoważy banalny wątek romantyczny. Jak widać, coś za coś. Amerykanie już szykują swoją wersję, ale, o dziwo, wydaje się ona zupełnie niepotrzebna. Norweska produkcja może i ma swoje błędy, lecz od strony realizacyjnej stoi na bardzo wysokim poziomie. Jedyne, co rzeczywiście można poprawić to tempo opowieści - po bardzo dobrym kwadransie film siada, potem rusza z kopyta, potem znowu siada itd. Winę za to ponosi wątek z żona, rozmowy o dzieciach i wierności. Kto chce tego słuchać? ;)
7/10
Roger Brown jest korporacyjnym headhunterem. Ma piękną żonę i duży dom, i żeby utrzymać jedno i drugie specjalizuje się w kradzieżach dzieł sztuki. Wkrótce namierza zaginiony obraz Rubensa należący do byłego executive'a firmy elektronicznej, który okazuje się być również eks-żołnierzem. A ten nie tak łatwo zrezygnuje ze swojej własności.
Po Skandynawach można było się spodziewać kolejnego kryminału a'la Stieg Larrson, bądź "Wallander", tymczasem "Łowcy głów" to nastawiony na akcję i czarny humor sensacyjniak, który ogląda się całkiem nieźle. Film jest sprawnie zrobiony i bywa zaskakujący, choć niepozbawiony dziur logicznych i łopatologii (ostatnie 5 minut!). Zaletą jest też wspomniany czarny humor, który równoważy banalny wątek romantyczny. Jak widać, coś za coś. Amerykanie już szykują swoją wersję, ale, o dziwo, wydaje się ona zupełnie niepotrzebna. Norweska produkcja może i ma swoje błędy, lecz od strony realizacyjnej stoi na bardzo wysokim poziomie. Jedyne, co rzeczywiście można poprawić to tempo opowieści - po bardzo dobrym kwadransie film siada, potem rusza z kopyta, potem znowu siada itd. Winę za to ponosi wątek z żona, rozmowy o dzieciach i wierności. Kto chce tego słuchać? ;)
7/10
03-03-2012, 02:22 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-03-2012, 02:24 przez Crash.)





