Na osobną pochwałę zasługuje rewelacyjna muzyka. Stężenie kiczu, bombastyki i maksymalnego przedramatyzowienia przebija dwukrotnie dawkę śmiertelną :)
Na początku kojarzył mi się ten styl z bardzo podobnie skonstruowaną i równie świetną ilustracją do "Team America". Wiedziałem już, że to nie przypadek ani wypadek przy pracy, kiedy się okazało, że za te dwa wspaniałe soundtracki odpowiedzialna jest ta sama osoba. Harry Gregson-Williams wie doskonale jak za pomocą muzyki w tle zdwoić natężenie śmiechu.
Tak, jedynka. Nie wiem, kiedy grałeś ostatnio - ja przeszedłem ze dwa tygodnie temu. Wprowadzenie rzeczywiście zwiastuje coś w stylu "Splinter Cell", ale ostatecznie dostajemy Snake'a superżołnierza mającego w krwioobiegu nanomaszyny i szmuglującego fajki na misję w żołądku. Do tego po drugiej stronie dochodzą: mega nerd anime robiący w połowie gry wykład na temat tego gatunku filmowego i Japonii, przodownika technologii kroczących robotów. Jest Psycho Mantis, który pojawia się i znika, kiedy chce, czyta w myślach oraz steruje ludźmi jak kukiełkami. Jest Revolver Ocelot, który ubiera XIX-wieczny płaszcz, a na pole s-f bitwy zabiera sześciostrzałowca (ale od strzelania ważniejsze są triki i wymachiwanie nim!) Jest Raven, szaman któremu z czoła może odlecieć tatuaż, a na plecach dzierży OGROMNY fragment samolotu, z którego zakosił miniguna!). Metal Gear - super czołg, którego superowość objawia się tym, że ma nogi i my mamy w to uwierzyć. Przecież to najdurniejsze rozwiązanie jakie można zaimplementować do opancerzonego (czy jakiegokolwiek innego) pojazdu. Odstrzel/uszkodź jedną nogę i po ptokach. Do tego maniany z klonami, cyber-ninjami, bombami atomowymi oraz wizytówka serii - podniosłe, za długie rozmowy o życiu, śmierci, przyjaźni, miłości czy obowiązku żołnierza. Dla mnie jaja nie z tej ziemi. Na filmikach ryczałem ze śmiechu jak na trójce i dwójce. Ogólny efekt zepsuł archaiczny gejmplej, gdzie większość gry to przykry obowiązek w miejscu frajdy.
Żeby nie było, mimo wszystko te gry o czymś opowiadają i rzeczywiście rozbijają się o kwestie problematyczne. Paradoksalnie sposób podania ułatwia przełknięcie. Sytuacja analogiczna (choć na wyrost) do "Little Miss Sunshine" - taki śmiech przez łzy (ale w MGSach to raczej spowodowane KOSZARNYMI dialogami :))
Na początku kojarzył mi się ten styl z bardzo podobnie skonstruowaną i równie świetną ilustracją do "Team America". Wiedziałem już, że to nie przypadek ani wypadek przy pracy, kiedy się okazało, że za te dwa wspaniałe soundtracki odpowiedzialna jest ta sama osoba. Harry Gregson-Williams wie doskonale jak za pomocą muzyki w tle zdwoić natężenie śmiechu.
Tak, jedynka. Nie wiem, kiedy grałeś ostatnio - ja przeszedłem ze dwa tygodnie temu. Wprowadzenie rzeczywiście zwiastuje coś w stylu "Splinter Cell", ale ostatecznie dostajemy Snake'a superżołnierza mającego w krwioobiegu nanomaszyny i szmuglującego fajki na misję w żołądku. Do tego po drugiej stronie dochodzą: mega nerd anime robiący w połowie gry wykład na temat tego gatunku filmowego i Japonii, przodownika technologii kroczących robotów. Jest Psycho Mantis, który pojawia się i znika, kiedy chce, czyta w myślach oraz steruje ludźmi jak kukiełkami. Jest Revolver Ocelot, który ubiera XIX-wieczny płaszcz, a na pole s-f bitwy zabiera sześciostrzałowca (ale od strzelania ważniejsze są triki i wymachiwanie nim!) Jest Raven, szaman któremu z czoła może odlecieć tatuaż, a na plecach dzierży OGROMNY fragment samolotu, z którego zakosił miniguna!). Metal Gear - super czołg, którego superowość objawia się tym, że ma nogi i my mamy w to uwierzyć. Przecież to najdurniejsze rozwiązanie jakie można zaimplementować do opancerzonego (czy jakiegokolwiek innego) pojazdu. Odstrzel/uszkodź jedną nogę i po ptokach. Do tego maniany z klonami, cyber-ninjami, bombami atomowymi oraz wizytówka serii - podniosłe, za długie rozmowy o życiu, śmierci, przyjaźni, miłości czy obowiązku żołnierza. Dla mnie jaja nie z tej ziemi. Na filmikach ryczałem ze śmiechu jak na trójce i dwójce. Ogólny efekt zepsuł archaiczny gejmplej, gdzie większość gry to przykry obowiązek w miejscu frajdy.
Żeby nie było, mimo wszystko te gry o czymś opowiadają i rzeczywiście rozbijają się o kwestie problematyczne. Paradoksalnie sposób podania ułatwia przełknięcie. Sytuacja analogiczna (choć na wyrost) do "Little Miss Sunshine" - taki śmiech przez łzy (ale w MGSach to raczej spowodowane KOSZARNYMI dialogami :))
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
-- Laozi
-- Laozi
10-04-2012, 19:32 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-04-2012, 20:15 przez Hitch.)





