Batman 1 i 2
Returns jak na razie najlepszym Nietoperkiem jest i basta.
Batman 3 i 4
Dno i 10 metrów mułu.
Batman Begins
Tutaj mam szereg pytań do miłośników tego filmu. Pytanie pierwsze: dlaczego w filmie nie przeklinają? Ani razu nie pada słowo "Fuck", nie mówiąc już o tak demoralizującej wiązance jak "What a fuck are you doin'?!" Przecież Batman Nolana to ponoć realistyczne studium psychiki człowieka-nietoperza? Bale może zabijać złych bandytów, a powiedziec "Kurwa" nie może - czemu?
Drugie pytanie: czy nie sądzicie, że zaangażowanie Hauera i Freemana do ról dwóch kolesi, którzy pojawiają się na ekranie w sumie przez 10 minut było posunięciem fajowym z punktu widzenia marketingu, ale zupełnie bezsensownym ze wszystkich innych punktów widzenia?
Pytanie trzecie: czy nie uważacie, że Lian Neeson może grać różnych bohaterów, ale do roli czarnego charakteru akurat nie pasuje? Czarne charaktery to moim zdaniem najlepsza rzecz w Batmanach, a tutaj taka plama. Koleś wygląda, jak dobrotliwy tatuś, a nie psychopata gotowy zmieść Gotham z powierzchni ziemi.
Pytanie czwarte: nie sądzicie, że Gotham nie budzi już dawnej grozy, jest nijakie, bez wyrazu i bez historii, straciło majestat przytłaczającej aglomeracji? Ot, zwykła metropolia, trochę świecąca, trochę odrapana, jak to bywa w życiu. Wiem, że miało być realistycznie, ale ja akurat w realizm nie wierzę, bo nikt w filmie nie przeklina, a jeśli nikt nie przeklina, to o realizmie nie może być mowy.
Roli Kate Holmes nawet nie będę komentował? Żenada.
To chyba na tyle :) Film oceniam na 3,5/10 (za walkę na zamarzniętym jeziorze i siniaki na ciele Bale'a).
Returns jak na razie najlepszym Nietoperkiem jest i basta.
Batman 3 i 4
Dno i 10 metrów mułu.
Batman Begins
Tutaj mam szereg pytań do miłośników tego filmu. Pytanie pierwsze: dlaczego w filmie nie przeklinają? Ani razu nie pada słowo "Fuck", nie mówiąc już o tak demoralizującej wiązance jak "What a fuck are you doin'?!" Przecież Batman Nolana to ponoć realistyczne studium psychiki człowieka-nietoperza? Bale może zabijać złych bandytów, a powiedziec "Kurwa" nie może - czemu?
Drugie pytanie: czy nie sądzicie, że zaangażowanie Hauera i Freemana do ról dwóch kolesi, którzy pojawiają się na ekranie w sumie przez 10 minut było posunięciem fajowym z punktu widzenia marketingu, ale zupełnie bezsensownym ze wszystkich innych punktów widzenia?
Pytanie trzecie: czy nie uważacie, że Lian Neeson może grać różnych bohaterów, ale do roli czarnego charakteru akurat nie pasuje? Czarne charaktery to moim zdaniem najlepsza rzecz w Batmanach, a tutaj taka plama. Koleś wygląda, jak dobrotliwy tatuś, a nie psychopata gotowy zmieść Gotham z powierzchni ziemi.
Pytanie czwarte: nie sądzicie, że Gotham nie budzi już dawnej grozy, jest nijakie, bez wyrazu i bez historii, straciło majestat przytłaczającej aglomeracji? Ot, zwykła metropolia, trochę świecąca, trochę odrapana, jak to bywa w życiu. Wiem, że miało być realistycznie, ale ja akurat w realizm nie wierzę, bo nikt w filmie nie przeklina, a jeśli nikt nie przeklina, to o realizmie nie może być mowy.
Roli Kate Holmes nawet nie będę komentował? Żenada.
To chyba na tyle :) Film oceniam na 3,5/10 (za walkę na zamarzniętym jeziorze i siniaki na ciele Bale'a).
04-02-2007, 21:15 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-01-2016, 17:24 przez Phil.)






