O ile filmowa adaptacja Wiedźmina raczej się nie przysłużyła Geraltowi, to gry już jak najbardziej i to chyba głownie za ich sprawą wiedźmin stał się popularny również poza Polską. Obie części Wiedźmina to jedyne PCetowe gry jakie kiedykolwiek kupiłem i nie zanosi się by to się miało szybko zmienić.
Póki co przeszedłem jedynkę grając po stronie zakonu (wybór na zasadzie - co by było jakbym wybrał nie to co czuję, że powinienem wybrać) i romansując z Shani (z perspektywy drugiej części wybór bez sensu), a następnie dwójkę w wersji podstawowej (ścieżka Iorwetha), właśnie zaczynam wersję rozszerzoną dwójki.
Część pierwsza jest znacznie dłuższa, fabularnie ciekawsza, ogólnie nieco mroczniejsza. Dwójka ma znacznie poprawioną grafikę, przy której samo krążenie po okolicy i podziwianie widoków potrafi sprawić sporo przyjemności, choć jest może nieco zbyt kolorowo. W porównaniu z pięcioma aktami w części pierwszej tu zaledwie trzy, z czego ostatni króciutki (ponoć rozbudowano go w wersji rozszerzonej, zobaczymy) no i gra trochę za mocno przypomina środkowe części trylogii takich jak Matrix, stare Star Warsy czy PoTC - po prostu czuć, że to tylko wstęp do czegoś większego, zakończenie takie trochę urwane, za to plusem jest to, że im bliżej końca, tym bardziej czułem się jakbym czytał napisaną przez ASa kontynuację sagi.
Psuły mi dwójkę różne drobiazgi, które pozmieniano w stosunku do części pierwszej takie jak kompletnie tutaj zwalona minimapa, w której nie idzie się połapać (zamiast pokazywać kierunek, cała się kręci), niefajne menu, uniki i piruety zamienione na durne fikołki (na dłuższą metę ich stosowanie sprawia, że walki wyglądają śmiesznie) i ogólnie zmiany w systemie walki jakoś mi niezbyt podeszły. Poza tym stężenie przekleństw przekracza znacznie to z czym się zetknęliśmy w części pierwszej czy książkach i chwilami ma się wrażenie, że upychano bluzgi wszelakie wręcz na siłę.
No ale tak czy inaczej rozrywka przednia. Tak jedynka jak i dwójka.
Póki co przeszedłem jedynkę grając po stronie zakonu (wybór na zasadzie - co by było jakbym wybrał nie to co czuję, że powinienem wybrać) i romansując z Shani (z perspektywy drugiej części wybór bez sensu), a następnie dwójkę w wersji podstawowej (ścieżka Iorwetha), właśnie zaczynam wersję rozszerzoną dwójki.
Część pierwsza jest znacznie dłuższa, fabularnie ciekawsza, ogólnie nieco mroczniejsza. Dwójka ma znacznie poprawioną grafikę, przy której samo krążenie po okolicy i podziwianie widoków potrafi sprawić sporo przyjemności, choć jest może nieco zbyt kolorowo. W porównaniu z pięcioma aktami w części pierwszej tu zaledwie trzy, z czego ostatni króciutki (ponoć rozbudowano go w wersji rozszerzonej, zobaczymy) no i gra trochę za mocno przypomina środkowe części trylogii takich jak Matrix, stare Star Warsy czy PoTC - po prostu czuć, że to tylko wstęp do czegoś większego, zakończenie takie trochę urwane, za to plusem jest to, że im bliżej końca, tym bardziej czułem się jakbym czytał napisaną przez ASa kontynuację sagi.
Psuły mi dwójkę różne drobiazgi, które pozmieniano w stosunku do części pierwszej takie jak kompletnie tutaj zwalona minimapa, w której nie idzie się połapać (zamiast pokazywać kierunek, cała się kręci), niefajne menu, uniki i piruety zamienione na durne fikołki (na dłuższą metę ich stosowanie sprawia, że walki wyglądają śmiesznie) i ogólnie zmiany w systemie walki jakoś mi niezbyt podeszły. Poza tym stężenie przekleństw przekracza znacznie to z czym się zetknęliśmy w części pierwszej czy książkach i chwilami ma się wrażenie, że upychano bluzgi wszelakie wręcz na siłę.
No ale tak czy inaczej rozrywka przednia. Tak jedynka jak i dwójka.
24-04-2012, 00:52 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-05-2016, 08:45 przez simek.)





