Tu nie chodzi o realny wiek. "Gimnazjalność", względnie "młodzieżowość" należy rozumieć przede wszystkim metaforycznie jako stan umysłu :) Zdaje sobie sprawę, że w sposób nieuprawniony dokonuję selekcji ludzi na "lepszych" i "gorszych", ale w życiu tak bywa, że dualizm hierarchiczny przeważa nad ekumeniczną ideą utopijnej równości :)
Co poeta miał na myśli, mówiąc "brutalne, bezkompromisowe i konsekwentne"? Na pewno nie epatowanie okrucieństwem na miarę "Nieodwracalnego". Mówiąc "gwałt", miałem na myśli taką oto sekwencję zdarzeń: żona Toma Kruza zostaje napadnięta przez tych dwu oprychów (swoją drogą, odważna baba, że po najczarniejszych zakamarkach miasta chadza w pojedynkę). Batman się nie zjawia (bo akurat leczy rany - jest ranny, a nie "posiniaczony", choć dobre i to). Kolesie zbliżają się do pani adwokat, jeden zachodzi ją od tyłu, drugi od frontu. Kobieta zachowuje pozory opanowania, w rzeczywistości jednak balansuje na granicy histerii. Facet mówi: "Spokój, suko" (doprawdy straszne przekleństwo) i zabiera się do akcji. Nokautujący cios w twarz - Kate osuwa się na kolana, plując krwią. Zaraz potem kopniak w brzuch i bandyci zaciągają kobietę gdzieś poza kadr. ODJAZD KAMERY. Przejeżdża pociąg - chluba Gotham. Stal łomocze o stal pod rozkołysanymi wagonami, tłumiąc wrzaski kobiety. CIĘCIE. Bale odwiedza koleżankę w szpitalu, dziewczyna jest w ciężkim stanie, bardzo poturbowana, zdrutowana szczęka blebleble... (dopisz tu sobie co zechcesz)...
Mierzwiak, kurna jasna, powiedz mi uczciwie, czy to są sceny nie dla dzieci? Czy to, co wyżej zaproponowałem, kwalifikuje film do grupy tych od lat 21? Wszystko jest tu oparte o zasadę filmowej metonimii i pomimo tego, że więcej nie widać niż widać, emocje sięgają zenitu. Po takiej dawce okrucieństwa wprost nie mógłbym się doczekać, kiedy Bruce Wayne zarzuci pelerynę nietoperza i dokona srogiej pomsty na gwałcicielach. Tak tworzy się moc w kinie. BB jest tej mocy zupełnie pozbawiony. Grzeczny film dla grzecznych dzieci. Fajny prezent pod choinkę.
EDIT
Bym zapomniał, w scenach, które poprzedziły podróż Bale'a w góry, widzimy, jak lokalny samozwańczy boss w garniturku kpi sobie z młodego Wayne'a i szarga dobre imię jego ojca. W TEJ KONKRETNEJ SCENIE NIE PADA ANI JEDNO PRZEKLEŃSTWO, choć aż się prosi o jakąś wiązankę w stylu Scorsese z "Kasyna". Tyle jadu można by przemycić do tego dialogu, a tu nic. No ale nadal będziemy uparcie bronić tezy, że film jest realistyczny.
Co poeta miał na myśli, mówiąc "brutalne, bezkompromisowe i konsekwentne"? Na pewno nie epatowanie okrucieństwem na miarę "Nieodwracalnego". Mówiąc "gwałt", miałem na myśli taką oto sekwencję zdarzeń: żona Toma Kruza zostaje napadnięta przez tych dwu oprychów (swoją drogą, odważna baba, że po najczarniejszych zakamarkach miasta chadza w pojedynkę). Batman się nie zjawia (bo akurat leczy rany - jest ranny, a nie "posiniaczony", choć dobre i to). Kolesie zbliżają się do pani adwokat, jeden zachodzi ją od tyłu, drugi od frontu. Kobieta zachowuje pozory opanowania, w rzeczywistości jednak balansuje na granicy histerii. Facet mówi: "Spokój, suko" (doprawdy straszne przekleństwo) i zabiera się do akcji. Nokautujący cios w twarz - Kate osuwa się na kolana, plując krwią. Zaraz potem kopniak w brzuch i bandyci zaciągają kobietę gdzieś poza kadr. ODJAZD KAMERY. Przejeżdża pociąg - chluba Gotham. Stal łomocze o stal pod rozkołysanymi wagonami, tłumiąc wrzaski kobiety. CIĘCIE. Bale odwiedza koleżankę w szpitalu, dziewczyna jest w ciężkim stanie, bardzo poturbowana, zdrutowana szczęka blebleble... (dopisz tu sobie co zechcesz)...
Mierzwiak, kurna jasna, powiedz mi uczciwie, czy to są sceny nie dla dzieci? Czy to, co wyżej zaproponowałem, kwalifikuje film do grupy tych od lat 21? Wszystko jest tu oparte o zasadę filmowej metonimii i pomimo tego, że więcej nie widać niż widać, emocje sięgają zenitu. Po takiej dawce okrucieństwa wprost nie mógłbym się doczekać, kiedy Bruce Wayne zarzuci pelerynę nietoperza i dokona srogiej pomsty na gwałcicielach. Tak tworzy się moc w kinie. BB jest tej mocy zupełnie pozbawiony. Grzeczny film dla grzecznych dzieci. Fajny prezent pod choinkę.
EDIT
Bym zapomniał, w scenach, które poprzedziły podróż Bale'a w góry, widzimy, jak lokalny samozwańczy boss w garniturku kpi sobie z młodego Wayne'a i szarga dobre imię jego ojca. W TEJ KONKRETNEJ SCENIE NIE PADA ANI JEDNO PRZEKLEŃSTWO, choć aż się prosi o jakąś wiązankę w stylu Scorsese z "Kasyna". Tyle jadu można by przemycić do tego dialogu, a tu nic. No ale nadal będziemy uparcie bronić tezy, że film jest realistyczny.
05-02-2007, 18:13






