Małpy w kosmosie - kilka razy się zaśmiałem, fajny bad guy, jednak takie se. Dla dzieci.
Hulk - "komiksowa" kamera z początku nawet fajna, ale potem jest strasznie męcząca. Elliot jest idealny jako Ross, ale CGI to tragedia. I całą powagę psuje żarówiasty Hulk (w ogóle padło jego imię w filmie?) skaczący 15 kilometrów górę i w dal, a następnie walczący zmutowanym pudlem. Spodziewałem się gorszego filmu.
Neverending Story - Film zestarzał się ciutkę w efektach (czuje się w scenach z Sfinksami blue-screen) i trochę stracił po przeczytaniu książkowego oryginału, ale jednak to dalej świetne kino familijne, z doskonałymi efektami praktycznymi i świetnymi kreacjami aktorskimi. I na pewno nie raz do niego wrócę.
Furia - jedna klawa scena. Mel pyta się szefa zielonych, czy to on. Zielony mówi tak. Mel pyta się go, czy może zdjąć okulary. Zielony zdejmuje i dostaje pięścią w mordę, a na końcu Mel robi mu wpierdol. I to lubimy :).
Kosmiczni Kowboje - Eastwood, Eastwood... kiedy ty nakręcisz zły film? I zagrasz kogo innego niż nielubianego przez wszystkich buca, który nikogo nie lubi i rzuca celne riposty ;)? Oby nigdy.
Legenda - w przeciwieństwie do "Neverending Story" scenografia, charakteryzacja i ogólne FX nie zestarzały się i chyba się nie zestarzeją i są tu najfajniejsze dźwięki mieczy. Jednak z drugiej to sztampowa bajka dla dzieci (co z tego, że naprawdę mroczna? A Blix lub Meg Kostucha mogą przerazić gnojka?) z sztampowymi, choć pamiętnymi rolami, z najbardziej oczywistym Władcą Ciemności, czyli Diabłem. Mimo to, dalej lubię ten film. I też czekam, aż Nostalgia Critic to zrecenzuje.
Legenda Zorro - lepszy od jedynki. Ostatnio coś filmy, które nie napawają mnie optymizmem są nawet przyjemne w odbiorze.
Wieczny Student - Poza kilkoma obrzydliwymi dowcipami jest to przyjemna komedia do piwa z znajomymi.
Blade: Wieczny Łowca - no proszę. Snipes idealny w roli głównej, całkiem niezły bad guy i sporo krwi. Aż skusiłem się na sequele.
Wesele - pamiętacie te czasy, gdy Wajda potrafił nakręcić dobry film? Kiedy można było zawiesić oko na impresjonistycznych kadrach, gdzie aktorzy dają z siebie niezapomniane kreacje? I może fabuła chaotyczna, ale jest rekompensowana przez w/w elementy?
Speed Racer - najbardziej oczojebny film świata, z irytującymi postaciami, z pikselowatym oczojebnym CGI (lecący w tym samym czasie "Atak Klonów" miał bardziej stonowane kolory i w ogólnie był lepszy!) sprawił, że po drugim bloku reklamowym wyłączyłem w cholerę w telewizor i zacząłem jeść obiad. Jeden z najgorszych filmów jakie widziałem.
Księżyc w nowiu - zdjęcia są ładniejsze niż w jedynce, Bella to dalej idiotka i dziwię się, że Edward i Jacob coś w niej widzą, fabuła dalej przynudza i razi idiotyzmami (czy naprawdę ukazanie się jako wampir przy ludziach jest takie straszne? Czy ludzie, nie wezmą go przypadkiem za uzależnionego od brokatu i błyszczyku?). A przemiana w wilkołaki jest w tej rzeczywiście bardzo chujowa - wkurzasz się i zmieniasz się w gigantycznego wilka. Wolę nie myśleć, co by było, gdyby taki wilkołak był wkurwiony przez jakiegoś leszcza w szkole.
Blaszany bohater - Strach na Wróble jako wariat, któremu wycięli mózg? Blaszany Drwal jako kultowy kowboj? Tchórzliwy Lew jako zdziczałe medium? Oz jako steampunkowa kraina-moloch rządzona przez totalitarny system? Kupuję to. Czekam na następne części.
Jack i magiczna fasola - Zdecydowanie dla dzieci, choć można to zobaczyć.
Zakładnik na drzewie - też sztampa dla dzieci, jednak przyjemna w odbiorze, no i miło jest zobaczyć Varneya w nieco poważniejszej roli.
Hulk - "komiksowa" kamera z początku nawet fajna, ale potem jest strasznie męcząca. Elliot jest idealny jako Ross, ale CGI to tragedia. I całą powagę psuje żarówiasty Hulk (w ogóle padło jego imię w filmie?) skaczący 15 kilometrów górę i w dal, a następnie walczący zmutowanym pudlem. Spodziewałem się gorszego filmu.
Neverending Story - Film zestarzał się ciutkę w efektach (czuje się w scenach z Sfinksami blue-screen) i trochę stracił po przeczytaniu książkowego oryginału, ale jednak to dalej świetne kino familijne, z doskonałymi efektami praktycznymi i świetnymi kreacjami aktorskimi. I na pewno nie raz do niego wrócę.
Furia - jedna klawa scena. Mel pyta się szefa zielonych, czy to on. Zielony mówi tak. Mel pyta się go, czy może zdjąć okulary. Zielony zdejmuje i dostaje pięścią w mordę, a na końcu Mel robi mu wpierdol. I to lubimy :).
Kosmiczni Kowboje - Eastwood, Eastwood... kiedy ty nakręcisz zły film? I zagrasz kogo innego niż nielubianego przez wszystkich buca, który nikogo nie lubi i rzuca celne riposty ;)? Oby nigdy.
Legenda - w przeciwieństwie do "Neverending Story" scenografia, charakteryzacja i ogólne FX nie zestarzały się i chyba się nie zestarzeją i są tu najfajniejsze dźwięki mieczy. Jednak z drugiej to sztampowa bajka dla dzieci (co z tego, że naprawdę mroczna? A Blix lub Meg Kostucha mogą przerazić gnojka?) z sztampowymi, choć pamiętnymi rolami, z najbardziej oczywistym Władcą Ciemności, czyli Diabłem. Mimo to, dalej lubię ten film. I też czekam, aż Nostalgia Critic to zrecenzuje.
Legenda Zorro - lepszy od jedynki. Ostatnio coś filmy, które nie napawają mnie optymizmem są nawet przyjemne w odbiorze.
Wieczny Student - Poza kilkoma obrzydliwymi dowcipami jest to przyjemna komedia do piwa z znajomymi.
Blade: Wieczny Łowca - no proszę. Snipes idealny w roli głównej, całkiem niezły bad guy i sporo krwi. Aż skusiłem się na sequele.
Wesele - pamiętacie te czasy, gdy Wajda potrafił nakręcić dobry film? Kiedy można było zawiesić oko na impresjonistycznych kadrach, gdzie aktorzy dają z siebie niezapomniane kreacje? I może fabuła chaotyczna, ale jest rekompensowana przez w/w elementy?
Speed Racer - najbardziej oczojebny film świata, z irytującymi postaciami, z pikselowatym oczojebnym CGI (lecący w tym samym czasie "Atak Klonów" miał bardziej stonowane kolory i w ogólnie był lepszy!) sprawił, że po drugim bloku reklamowym wyłączyłem w cholerę w telewizor i zacząłem jeść obiad. Jeden z najgorszych filmów jakie widziałem.
Księżyc w nowiu - zdjęcia są ładniejsze niż w jedynce, Bella to dalej idiotka i dziwię się, że Edward i Jacob coś w niej widzą, fabuła dalej przynudza i razi idiotyzmami (czy naprawdę ukazanie się jako wampir przy ludziach jest takie straszne? Czy ludzie, nie wezmą go przypadkiem za uzależnionego od brokatu i błyszczyku?). A przemiana w wilkołaki jest w tej rzeczywiście bardzo chujowa - wkurzasz się i zmieniasz się w gigantycznego wilka. Wolę nie myśleć, co by było, gdyby taki wilkołak był wkurwiony przez jakiegoś leszcza w szkole.
Blaszany bohater - Strach na Wróble jako wariat, któremu wycięli mózg? Blaszany Drwal jako kultowy kowboj? Tchórzliwy Lew jako zdziczałe medium? Oz jako steampunkowa kraina-moloch rządzona przez totalitarny system? Kupuję to. Czekam na następne części.
Jack i magiczna fasola - Zdecydowanie dla dzieci, choć można to zobaczyć.
Zakładnik na drzewie - też sztampa dla dzieci, jednak przyjemna w odbiorze, no i miło jest zobaczyć Varneya w nieco poważniejszej roli.
06-05-2012, 18:28 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-05-2012, 20:35 przez OGPUEE.)





